Ze strażą pożarną na milionera

Ze strażą pożarną na milionera

Krassus stworzył podwaliny swego bogactwa podczas proskrypcji Sulli przez zwolenników Mariusza, jednak za­raz z niespotykaną w owym czasie energią przedsiębiorcy zabrał się za jego (bogactwa) pomnażanie. A miał „nosa” do biznesu jak nikt inny w Rzymie. Żaden interes nie był dla niego zbyt nudny, jeśli tylko obiecywał dobry zysk. Nie bez przyczyny współcześni nadali mu przydomek Dwes, czyli Bogaty. Był największym finansistą stulecia, posiadał liczne manufaktury zatrudniające niewolników i produkujące do­bra wszelkiego rodzaju oraz właśnie wspomnianą prywatną straż pożarną, która jak dotąd jest najgenialniejszym pomy­słem na biznes w historii.

Miasto Rzym w okresie schyłku republiki było już co prawda molochem, ale wciąż molochem z drewna. Kamie­nice czynszowe (nawiasem mówiąc, wynalazek zagorzałego wroga Rzymu, Kartaginy), mające i po siedem pięter, były prostymi konstrukcjami fachwerkowymi, i każdej groziło zawalenie. Również spekulantowi nieruchomości, Marko­wi Tulliuszowi Cyceronowi (tak, właśnie temu Cyceronowi) zawaliła się kamienica, a dwie pozostałe były tak chwiejne, że opuścili je wszyscy mieszkańcy. Daleko większe zagro­żenie stanowił jednak ogień: dziesiątki czynszowników na małej powierzchni, każdy majstrujący przy wolnymi ogniu, pożar był tam jedynie kwestią czasu.

Jednak zarząd miasta traktował walkę z pożarami nie jako publiczną, lecz prywatną sprawę. W zasadzie każdy, kto czuł się do tego powołany, mógł założyć prywatną straż pożarną. A wyglądało to tak: zatrudniająca 500 mężczyzn straż pożarna Krassusa podczas każdego pożaru była bły­skawicznie na miejscu – złośliwi powiadają nawet, że tak szybko, jakby była obecna już przy zaprószeniu ognia. Ich pierwszym zadaniem było zabezpieczenie miejsca pożaru, by do płonącego budynku nie mogły się zbliżyć żadne inne ekipy gaśnicze, mogące zmniejszyć zapłatę Krassusa. Straża­cy zabierali się do pracy dopiero wtedy, gdy właściciel tanio sprzedawał swój objęty pożogą lokal Krassusowi. A i wtedy zdarzało się, że ten ostatni pozwalał jeszcze nieco popalić się nowo nabytej własności, aż na sprzedaż decydował się też sąsiad pogorzelca; ponieważ, gdy palił się jeden dom, płomienie obejmowały zazwyczaj i sąsiedni budynek, a na­wet cały ich kompleks. I tak Krassus wchodził w posiadanie całych dzielnic. Poza tym bycie właścicielem domów dawa­ło mu duży wpływ na Zgromadzenie Ludowe: jego czynszownicy również bez chleba i igrzysk wiedzieli, jak mają głosować.

Dzięki zarobionym w ten sposób milionom Krassus stał się jedną z centralnych postaci w polityce ostatnich lat rzymskiej republiki. Poręczeniami i czterema milionami sestercji w gotówce finansował karierę Cezara, a w 60 r. p.n.e. stworzył wraz z nim i Pompejuszem (106-48 p.n.e.) triumwirat, który, choć nieprzewidziany rzymskim prawem, podzielił władzę w Republice. Ale chociaż Krassus bez wąt­pienia był w tym triumwiracie kimś o największej smykałce do interesów, dla pozostałej dwójki pozostawał niczym wię­cej niż dodatkiem. Ponieważ utalentowany i bezwzględny dowódca mógł w tamtych czasach zgromadzić wielokrot­nie większe bogactwo, niż zdołałby nawet tak utalentowany i bezwzględny przedsiębiorca jak Krassus. „Naprawdę bo­gaty jest tylko ten, kto ma własną armię”, powiedział swego czasu. Pompejusz i Cezar takowe posiadali – i mogli zostać liczonymi w sestercjach miliarderami.

Ale nie wystarczy posiadać armię, trzeba jeszcze umieć się z nią obchodzić. Zarówno Cezar, jak i Pompejusz byli znakomitymi dowódcami. Za to gdy Krassus na czele rzym­skiej armii prowadził na wschodzie walki z Partami, jego ta­lent biznesowy na nic mu się nie zdał. Wyprawa zakończyła się w 53 r. p.n.e. najdotkliwszą porażką w rzymskiej historii, a przy okazji Krassus dokonał żywota.

Sto lat później gruntownie zmieniła się nie tylko forma rządów, ale i struktura gospodarcza. Był jeden cesarz, a jego zadaniem było jedynie zapewnienie poddanym żywności i rozrywki. Kampanie wyborcze odeszły do historii, zaś na ich miejsce pojawiły się intrygi na cesarskim dworze. A naj­bogatszymi Rzymianami byli dawni niewolnicy! Co się sta­ło?