„…zaoferować automobil całemu narodowi…”

„...zaoferować automobil całemu narodowi..."

Trzecim filarem przepisu na szczęście Forda była ideefixe: na początku lat dwudziestych w całej młodej branży auto­mobilowej panowało przekonanie, że zyski zapewnić może jedynie sprzedaż drogich samochodów garstce najbogat­szych – jedynie Ford był wprost przeciwnego zdania: „Właś­ciwą metodą jest zaoferować automobil całemu narodowi”. Natrafiło to na wyraźny sprzeciw Alexa Malcomsona, jego partnera w nowo powstałym Ford Motor Company: w jaki sposób proponować ludziom, którzy praktycznie nie mają pieniędzy, tak luksusowy artykuł, jakim jest samochód? W maju 1906 roku, po roku walk o władzę, Malcomson odsprzedał swoje udziały w Ford-Automobile i Ford miał tym samym wolną rękę.

Od tego przejęcia pakietu kontrolnego do legendarnego modelu T, który w październiku 1908 wszedł na rynek po dwóch latach przygotowań, prowadził logiczny ciąg: „Jego sukces był po prostu nie do uniknięcia. Musiał nadejść, po­nieważ samochód gwarantował wszystko, co można było włożyć w automobil w zakresie pomysłów, sprawności i doświadczenia”. W istocie auto od pierwszej chwili stało się hitem, a Ford usuwał swojemu alter ego, modelowi T, wszystkie przeszkody z drogi – już po roku wyłączył z pro­gramu wszystkie inne samochody, budował teraz tylko je­den model w jednym kolorze, ale tak tanio, że marzenie o własnych czterech kółkach dla coraz większej liczby ludzi stawało się realne. W roku 1909 jako pierwszy producent samochodowy na świecie Ford wytwarzał rocznie ponad 10 000 samochodów, dwa lata później liczba ta wzrosła do 34 528, a już w 1912 przekroczył granicę 100 000.

Gigantyczny sukces. Człowiek, który całą swoją wolą chciał zbudować auto dla każdego, był na dobrej drodze, żeby tego dokonać. Tyle pokonał przeszkód, nie mógł więc dopuścić, by produkcyjno-techniczne problemy stanęły mu na drodze. Ale dokładnie w takiej sytuacji znalazł się Ford w roku 1911. Przy takiej liczbie produkowanych pojazdów potrzebował nieskończonej ilości surowców, półproduktów, części zamiennych, ludzi i miejsca – przy tradycyjnej orga­nizacji pracy fabrycznej problem praktycznie nie do roz­wiązania. Ale musiało być jakieś wyjście. On, Henry Ford, wystrzelił przemysł samochodowy w inny wymiar; czy mógł więc wciąż stosować metody z przełomu wieków?