Za pensję u Forda można kupić forda

Za pensję u Forda można kupić forda

Żeby to jednak osiągnąć, Ford miał do pokonania nie­mały problem: musiał przekonać pracowników do pracy przy taśmie. Rok 1913 był pod tym względem prawdziwą katastrofą. Fluktuacja w zakładzie osiągnęła ponad 300 pro­cent – czyli przeciętnie każdy zatrudniony pracował u For­da niecałe cztery miesiące! Praca na taśmie była co prawda mniej wyczerpująca fizycznie niż dotychczasowe zajęcia, ale towarzysząca jej monotonia i społeczna izolacja były dla ro­botników zbyt ciężkie i kto mógł, zmieniał firmę. I chociaż okres wdrożenia do pracy przy taśmie był stosunkowo krót­ki, przesiew personelu przy tych rzędach wielkości niweczył potencjalne efekty zwiększonej produktywności, zanim jesz­cze zdążyły zaistnieć.

Rozwiązanie, na które wpadł Ford i które stale określał jako „mój najwspanialszy pomysł na zmniejszenie kosz­tów”, ogłosił 5 stycznia 1914 roku: Ford podwaja zarobki na 5 dolarów dziennie i obniża czas pracy z 9 do 8 godzin. Bezrobotni z Detroit pośpieszyli do bram fabryki, fluktuacja gwałtownie się obniżyła, produktywność rosła dalej, a jesz­cze szybciej rosło zapotrzebowanie na powierzchnie pod parkingi: za pensję u Forda można było kupić forda.

To przesłanie było tak proste, że żaden z konkurentów nie mógł go nie zauważyć. Zwalczany przez nich początko­wo model płac Forda miał taką siłę przyciągania pracowni­ków, że reszta branży musiała na to zareagować. A jako że nie dało się po prostu sprzątnąć Forda z powierzchni ziemi, to nadrabiano konieczne zaległości. Taśma produkcyjna nie

tylko zwielokrotniła więc produktywność pracy; przedsię­biorcy nie mogli postąpić inaczej, niż dużą część swoich osiągnięć związanych z produktywnością przekazać w ręce pracowników. Po to jednak, aby o tym nie zapomnieli, poja­wiły się związki zawodowe.