W złotej biżuterii na pole

W złotej biżuterii na pole

Hindusi byli rozsądniejsi. Skoro europejskie złoto zna­lazło się w kasie państwowej, to szybko trafiało do ludu.

Autor biografii Mogołów, Hans-Georg Behr opisuje, że syn i następca Akbara, Dżahangir (1569-1627) na sam tylko dwór liczący 12 000 osób musiał wydawać ponad 300 kilo­gramów złota na dzień. A ponieważ najbardziej luksusowe produkty, na które pozwalał sobie dwór Mogołów, .w więk­szości pochodziły z rodzimej produkcji, nadwyżki z ekspor­tu rozdzielano, choć nie do końca równo, wśród ludności. Podróżnicy z Europy opisywali niezmiernie zdumieni, że hinduskie chłopki udają się do pracy w polu obwieszone złotą biżuterią.

Jeśli Europejczycy byli zbyt głupi, by dzielić się skarbami z ludem i woleli się za to rujnować zakupem pieprzu, to Hindusi mogli tylko dobrze na tym wyjść. To znaczy, właś­ciwie było im zupełnie obojętne, jakie dziwactwa wymyśla­ją gdzieś na końcu świata Europejczycy – Indie były ponad to. Doświadczenia mogli zbierać na własnym kontynencie, ostatecznie już na początku XVI wieku istniały europejskie przedstawicielstwa handlowe na indyjskim wybrzeżu. Prze­de wszystkim Portugalczycy, ale również Holendrzy i An­glicy tworzyli swoje przyczółki i dbali o własną niepopularność. Odznaczali się religijnym fundamentalizmem tego typu, który przywodzi na myśl dzisiejszych islamistów. Z tą istotną różnicą, że ówcześni chrześcijanie mogli być pewni usprawiedliwienia swojego zachowania przez najwyższą in­stancję – papież Aleksander VI (osławiony Borgia) zwolnił ich w obchodzeniu się z innowiercami od obowiązku zacho­wania jakichkolwiek reguł i przede wszystkim zezwalał na zrywanie w każdej chwili umów zawartych z niechrześcija­nami.