Trzy kilo kamieni szlachetnych dla każdego gościa obchodów zwycięstwa

Trzy kilo kamieni szlachetnych dla każdego gościa obchodów zwycięstwa

I tak też się stało. Można co prawda założyć, że Timurowi udało się wycisnąć z Indii tylko część spodziewanego zysku. Poza tym dużą część z tego musiał rozdzielić między swoje oddziały, jak sami siebie nazywali, Mogołów (do któ­rych jeszcze wrócimy). Ale Timurowi zostało wystarczająco dużo: gdy w roku 1404 przez dwa miesiące świętował w Samarkandzie swoje podboje, każdego z ambasadorów wysła­nych z istniejących jeszcze krajów obdarował na pożegnanie trzykilowym workiem klejnotów.

Wiele wojen zostawiło za sobą wypalone do gołej ziemi obszary. Ale nigdy nie w takim wymiarze, jak w przypadku Timura. Rozwijające się przez wieki struktury Środkowego Wschodu i Azji Centralnej były tak gruntownie wyniszczo­ne, że trzeba było kilku pokoleń, by mogły się z trudem obudzić do życia. Najbardziej brzemienne w skutki okazało się praktyczne zlikwidowanie najdłuższej drogi handlowej świata: Jedwabnego Szlaku. Dla kupców z Europy lądowa droga do Indii i Chin została zablokowana albo przynaj­mniej bardzo utrudniona już na pół wieku przed tym, jak wraz ze zdobyciem Konstantynopola przez Turków w 1453 roku padł ostatni przyczółek w drodze do Azji.

Podobnie było oczywiście z powrotną trasą, czyli z lą­dową drogą z Chin lub Indii do Europy. To jednak miało mniejsze znaczenie: w końcu cóż takiego mieli Europejczy­cy, co dla Hindusów miałoby takie znaczenie jak przyprawy dla Europejczyków? Dla cywilizacji azjatyckich, o ile same uniknęły zniszczenia, zablokowanie Jedwabnego Szlaku nie było powodem do troski. Jednak dla Europejczyków oka­zało się jednym z najważniejszych argumentów, by zacząć rozglądać się za nowymi drogami handlowymi. Alternatyw­ną drogą do Indii była oczywiście droga morska. Za jej od­nalezienie zabrali się ci, którzy ze względów geograficznych najlepiej się do tego nadawali: Hiszpanie i Portugalczycy.

Gdyby Timur nie zamienił w ruinę połowy Azji, odna­lezienie drogi morskiej do Indii i Chin nie miałoby takiego znaczenia. A wtedy Portugalczycy nie wysyłaliby przez wie­le lat swoich najlepszych żeglarzy w drogę wokół Afryki, a Hiszpanie nie sfinansowali dziwnego mieszkańca Genui, który opowiadał im, że najlepiej trafić na wschód, płynąc na zachód. Przekształcenie Europy w światowe mocarstwo za­wdzięczamy zatem synowi turkmeńskiego burmistrza z wio­ski w dzisiejszym Uzbekistanie.