Timur: „70 000 czaszek przyniósł Isfahan…”

Timur: „70 000 czaszek przyniósł Isfahan..."

W poszukiwaniu baronów wśród rabusiów, którym uda­ło się stać najbogatszymi ludźmi swojej epoki, musimy teraz odwrócić wzrok od Andów, kierując go w stronę Himala­jów, i przeskoczyć z XX w XIV wiek, by przyjrzeć się uro­dzonemu w 1336 roku nieopodal Samarkandy (Uzbekistan) Turkmenowi Timurowi. Już mając 17 lat, wiedział, że „nie ma osoby, która mogłaby mnie przerosnąć, ani trudności, której bym nie podołał. Wiedziałem też, że z Bożej Woli zo­stałem powołany do panowania nad światem”. Faktycznie, ten uznający się za potomka Czyngis-chana człowiek swoją misję rozumiał raczej jako niszczenie świata, a nie podpo­rządkowywanie go sobie. „Prawdziwie dokąd idzie król, tam rujnuje kraj”, pisał Timur i tak na to patrząc, rzeczywiście był królem nad królami. Szlak poczynionych przez jego hor­dy spustoszeń wiedzie od Litwy na zachodzie przez Egipt na południu aż do Delhi, wówczas najbogatszego miasta Indii. Miasta: zrównane z ziemią. Ludność: kobiety i dzieci wzięte do niewoli, mężczyźni skracani o głowę. „70 000 czaszek przyniósł Isfahan, 45 000 Sziras, 53 000 Tebris”, zanotował Timur we własnej kronice o spustoszeniu Persji. Persowie modlili się do Allacha, by, jeśli chce ich ukarać, zesłał raczej szarańczę, ale uwolnił ich od Timura.

Ale ich modlitwy pozostały bezskuteczne. Od roku 1382 aż do śmierci w roku 1405 Timur nie spoczął w niszczeniu każdego miasta, które wpadło w jego ręce. Oczywiście poza Samarkandą, gdzie mieściła się jego rezydencja, położona na pradawnym Jedwabnym Szlaku. Łupy, o ile nie przypadały żołnierzom, trafiały do Samarkandy. Również tam wysyłał artystów i rzemieślników ze zrównanych z ziemią miast, gdyż te zawody wyjątkowo wyłączono z krwawej jatki.

W jaki sposób planował swoje wyprawy, ilustruje opisa­ny w jego własnych memuarach przypadek Indii, które na­wiedził w latach 1398-1399. Podczas wcześniejszych debat w ramach rady wojennej jego wnuk Pir Mohamed zgłosił Indie jako następny cel: „Indie są pełne złota i klejnotów; ich władca posiada 17 kopalni złota, kilka kopalni srebra, diamentów, rubinów i szmaragdów, dalej cyny, żelaza, mie­dzi i rtęci. Jest więc wolą proroków, żeby udać się tam ze świętą wojną”. To, że Indie były wówczas krajem muzułmań­skim, więc nie istniał powód do prowadzenia świętej wojny, w obliczu liczb miało dla Timura drugorzędne znaczenie. „Mój minister finansów potwierdził, że roczny przychód Indii wynosi sześć arbów, a arb to 100 krorów, a znów kror to 100 łakhów, a jeden lakh to 100 000 toli srebra”. Tola srebra ważyła 11,6 grama, roczny dochód Indii szacowano zatem na 70 000 ton srebra. Dla porównania: największy do tej pory majątek prywatny Juliusza Cezara wynosił zaledwie jedną dwudziestą tego.

Jednak w rachunku na podstawie rocznego dochodu tkwił pewien szkopuł – brzmiał tak, jakby trzeba było wydoić krowę, nie zarzynając jej: „Jeśli zadomowimy się w Indiach, nasza rasa się zdegeneruje i po kilku pokoleniach nasze dzie­ci będą jako tubylcy”. W istocie typowy proces, gdy dziki lud stepowy najeżdża na starą kulturę. Ale nie w przypadku Timura: „Zamierzamy przecież tylko podjąć wyprawę prze­ciwko niewiernym w Indiach. W ten sposób będziemy po­dobającymi się Bogu świętymi rycerzami, a jako naturalny trybut zagarniemy tamtejsze bogactwa”.