Ten, kto się chełpi, jest podejrzany

Ten, kto się chełpi, jest podejrzany

Jeśli w dzisiejszych czasach ktoś decyduje się na styl ży­cia a la Onassis, z dużym prawdopodobieństwem można za­kładać, że nie stać go na to. Tu i ówdzie może pojawić się jeszcze jakiś Adnan Kashoggi (ur. 1935), który sądzi, że jest winny swojej klienteli atmosferę elitarnego bogactwa. Jed­nak niemal we wszystkich innych branżach prowadzących do pokaźnego bogactwa, zasadniczo istnieje niepisany zakaz obnoszenia się z nim. Zarówno klienci, jak i dostawcy czy pracownicy mogliby w końcu wpaść na pomysł, by w trak­cie najbliższych negocjacji nieco mocniej domagać się udzia­łów w zysku tak świetnie prosperującego przedsiębiorstwa. Ani bracia Albrecht – właściciele Aldiego, ani król okularów Fielmann, Schlecker czy Otto nie kroczą dumnie obwieszeni złotem i brylantami przed kamerami telewizyjnymi.

Czynił to natomiast w niedalekiej przeszłości niejaki Werner Metzen, którego imperium, sieć sklepów ze sta­rociami, po jego śmierci beznadziejnie zadłużone zniknęło z powierzchni ziemi. Równie mało samodyscypliny wy­kazał przedsiębiorca z Etlling, Manfred Schmider, który dzięki niezwykle oryginalnej metodzie przekładki kabli bez konieczności wykonania wykopu mógł dojść do wielkich pieniędzy, które demonstracyjnie wyrzucił przez okno. Na­joryginalniejsze w firmie Schmidera Flow-Tex były wzięte z nieba dane bilansowe, kilka miliardów euro, co później za­interesowało prokuraturę. Mniej więcej o tym samym rzę­dzie wielkości można było mówić po zakończeniu usuwania szkód, które Calisto Tanzi, założyciel włoskiego koncernu mlecznego Parmalat, uczyni! swoim bilansem. Wieloletni sponsor Nikiego Laudy wypracował sobie image krezusa przede wszystkim wydając wiele milionów na to, by uczy­nić ze swojej rodzimej drużyny piłkarskiej AC Parma jeden z czołowych klubów europejskich.

Znacznie realniej wyglądają majątki rzekomych bogaczy, którzy nie kłują w oczy przesadną konsumpcją, tylko prze­szacowanymi inwestycjami. Inwestorzy ci cieszą się wśród współczesnych opinią niewiarygodnie bogatych, gdyż posia­dają ogromne wartości. Ale biada, jeśli muszą udowodnić, że ich majątek faktycznie jest wart tyle, ile twierdzą wobec wierzycieli względnie akcjonariuszy!