Tajemnicze zaćmienie Azteków

Tajemnicze zaćmienie Azteków

Cortezowi zwycięstwo to nie przyszło łatwo. W końcu Az­tekowie byli wojowniczym i wypróbowanym w boju ludem, który swoje zwycięstwa świętował zwykle w ten sposób, że kapłani wykrawali z żyjących jeszcze ciał pokonanych serce, składając je w ofierze bogu wojny Huitzilopochtli. Odkąd nie było już z kim prowadzić wojen, po podporządkowaniu sobie całego Meksyku Aztekowie wynaleźli „kwietne woj­ny”, czyli zakamuflowane polowania na ludzi, których celem było schwytanie dostatecznej liczby ofiar dla boga wojny.

Dlatego nie musimy odczuwać aż tak wielkiego współ­czucia dla wyniszczonych przez Corteza Azteków. Swoją drogą byli już bardzo bliscy pobicia Hiszpanów. W czerwcu 1520 roku pogorszyło się położenie liczącej 600 żołnierzy armii hiszpańskiej w azteckiej stolicy Tenochtitlan. Hiszpa­nie byli już w tak trudnej sytuacji, że na nic nie zdał się im już nawet uwięziony przez nich zakładnik, władca Montezuma II: gdy z balkonu hiszpańskiej kwatery chciał uspokoić wzburzony tłum, został obrzucony gradem kamieni i zabi­ty. Cortez zdecydował się na odwrót z położonej pośrodku morza twierdzy – podczas którego nocą 1 lipca 1520 roku ponad połowa jego oddziałów została pobita i stracono praktycznie całą broń. Gdyby Aztekowie dogonili resztę ar­mii, to z kraju nie wydostałby się ani jeden Hiszpan.

Dali za wygraną i nikt nie wie, dlaczego. Cortez wró­cił po roku ze wzmocnionymi oddziałami i w ciągu dwóch dziesiątków lat on i przychodzący po nim księża wynisz­czyli do cna elity i kulturę Azteków. A potem nie ostał się nikt, kto mógłby opowiedzieć o czasach przed Hiszpanami, a świadectwa pisane zostały spalone przez żarliwych misjo­narzy jako pogański kicz.