Średniowieczna Europa: wyrostek robaczkowy światowej gospodarki

Średniowieczna Europa: wyrostek robaczkowy światowej gospodarki

To, jak słaba była ekonomiczna sytuacja Europy u progu nowożytności, opisaliśmy już w poprzednich rozdziałach: Od ponad 1000 lat ten wyrostek robaczkowy kontynentu azjatyckiego nie posiadał niemal żadnych produktów zdol­nych podbić światowe rynki. Między upadkiem Imperium Rzymskiego i późnym średniowieczem jedynie w Bizancjum i okupowanej przez Arabów części Hiszpanii istniała dzia­łająca i zakorzeniona w światowej gospodarce ekonomia. Reszta Europy niemal w stu procentach opierała się na samowystarczalnych gospodarstwach. Żadnego dworskiego przepychu, dumnych kupców, wartościowych surowców; i sztuka, która koncentrowała się przede wszystkim na – zu­pełnie nienadających się na eksport – budowlach kościel­nych: ówczesna Europa spełniała w światowej gospodarce taką rolę, jaką dzisiaj spełnia Afryka.

Nawet handel regionalny, jakim trudniła się Hanza, przez wiele stuleci praktycznie nie istniał. Nie istniał również nie­mal zupełnie duch przedsiębiorczości, równie nikłe było bez­pieczeństwo planowania, ponieważ nie było żadnej centralnej władzy, która mogłaby być gwarantem większych inwestycji. Bandy zbójeckie czyhały na lądzie, piraci na morzu, a pań­stwa nie mogły przed nimi chronić swych obywateli, ponie­waż były za słabe… albo same sprzymierzały się z bandytami. Odkrycie Ameryki tylko umocniło niezdrową ekonomicznie tendencję, by uważać rabunek za jedyną właściwą metodę wzbogacenia się. Tu i ówdzie, jak choćby w przypadku Fug­gerów były próby, by przez podnoszenie wydajności pracy doprowadzić do wzrostu gospodarczego i dobrobytu, ale nie były one w stanie przebić się przez ducha czasów.

Również z osławioną militarną potęgą Europy wcale nie było lepiej. Na południowym zachodzie aż 700 lat trwało wypieranie Arabów z Hiszpanii. A od południowego wscho­du kontynent do końca XVII wieku był zagrożony ze strony Turków: w 1541 osiedli na Węgrzech i dopiero po klęsce pod Wiedniem w 1683 roku zostali wypchnięci na Bałkany. Między piątą wyprawą krzyżową z lat 1228/1229, w wyniku której Fryderyk II zdobył tytuł króla Jerozolimy, a wyprawą Napoleona do Egiptu w latach 1798/1799, doszło tylko do jednej poważnej operacji wojskowej, która na drodze lądo­wej próbowała poszerzyć europejską strefę wpływów: zdo­bycia praktycznie niezamieszkanej Syberii przez rosyjskich Kozaków w XVII wieku.

Jedyną wartością majątkową Europy było panowanie na morzu. Żadna inna cywilizacja z taką konsekwencją nie in­westowała w żeglugę. Również to odbywało się raczej z po­zycji słabości. Europa nie posiadała bowiem tego, co miały wszystkie inne kultury: centrum. Nie istniała tu centralna władza ani wiążące zasady życia handlowego, brak było eu­ropejskiej infrastruktury i połączenia z wnętrzem lądu. Dla­tego dobra najłatwiej było transportować drogą wodną. In­die były natomiast potęgą czysto lądową (nawet pielgrzymki do Mekki rezerwowano u portugalskich żeglarzy), a Chiny przerwały swój zakończony sukcesem eksperyment z żeglu­gą morską w XV wieku. Żegluga dała silny zastrzyk globa­lizacji, a Europejczykom kontrolę nad wszystkimi kawałka­mi wybrzeży na całym świecie, które nie mogły się oprzeć szturmowi pirackich, handlowych i wojennych okrętów.