Rupert Murdoch dla technologii genetycznej?

Rupert Murdoch dla technologii genetycznej?

Wartości giełdowe z innej orbity drobnych do tej pory przedsiębiorstw biotechnologicznych opierają się nie tyle na realistycznych szansach gospodarczych, ile raczej na na­dziei stania się pierwszym Microsoftem epoki aminowej. Przypuszczalnie o wiele bardziej obiecujące byłoby szukać nie Billa Gatesa, lecz Ruperta Murdocha. Ponieważ postęp biotechnologiczny blokowany jest przez irracjonalnych, lecz skutecznych poczciwców w równym stopniu, jak przed dwu­dziestu laty w Wielkiej Brytanii wszelki postęp tamtejszych związków zawodowych. Przez dziesięciolecia żaden przed­siębiorca nie odważył się na otwarty konflikt ze związkową polityką blokad, aż w końcu w roku 1986 Murdoch w trak­cie jednej nocnej akcji przeniósł całą swoją drukarnię z Fleet Street do Wapping i działał dalej bez związkowców. W ten sposób nie tylko znacznie zwiększył swoje zyski w porówna­niu z konkurencją, ale i stał się bodźcem do spóźnionej mo­dernizacji brytyjskiej gospodarki. Biotechnologia również wydaje się być gotowa do takiej branżowej modernizacji, ale na razie nie ma na horyzoncie żadnego przedsiębiorcy, który choćby po części posiadał taką wolę parcia do przodu jak Murdoch.

Oczywiście istnieją również bardziej łagodne drogi do bogactwa. Ze szklanej kuli wciąż błyska ku nam pewien megatrend, który obiecuje możliwość pojawiania się miliar­derów: indywidualizacja. Przed stu laty największe mająt­ki gromadzili ci, którzy, jak Ford czy Henkel, byli w stanie możliwie dużej liczbie osób zaproponować identyczny pro­dukt. Tymczasem wzrosły szanse przedsiębiorców zdolnych możliwie dużej liczbie osób zaproponować indywidualnie dobrany produkt. Jako przykład może posłużyć branża, która obecnie znajduje się w najlepszym razie w stadium rzemieślnictwa: szkolenia.