Rosyjscy oligarchowie dobierają się do majątku publicznego

Rosyjscy oligarchowie dobierają się do majątku publicznego

Zupełnie inny przykład politycznie motywowanej redys­trybucji miał miejsce w latach dziewięćdziesiątych minione­go stulecia w Rosji. Tam, inaczej niż gdzie indziej, nie pozba­wiano majątku elity bogaczy, żeby samemu stworzyć sobie miejsce – tu nie istniała stara elita majątkowa. By zapewnić nowej elicie jej koncerny medialne, finansowe i naftowe, jak również wille w Cannes i Marbelli, trzeba było wywłaszczyć naród rosyjski. Proces ten w istocie był imponujący. Zaopa­trzono się w kilka liberalnych, akceptowanych na Zachodzie transparentów, obiecujących rozpadającemu się Związkowi Radzieckiemu terapię szokową, mającą ułatwić przejście do gospodarki rynkowej – taką jak np. pamiętny naiwny plan 500 dni Jegora Gajdara. Ważną częścią owej terapii szokowej była radykalna prywatyzacja niewydolnej gospo­darki państwowej, która miała umożliwić siłom rynkowym uruchomienie swojej ozdrowieńczej energii. A szczególnie ważne było, że w odpowiednim czasie na Kremlu znalazła się odpowiednia osoba na pełnomocnika ds. prywatyzacji: Anatolij Czubajs, tak zwany reformator, blisko zaprzyjaź­niony z córką cara Borysa Jelcyna, a poza tym pobłogosła­wiony przez wielu dobrych znajomych.

W roku 1995 Czubajs za pomocą programu „Akcje na kredyt” zorganizował „prywatyzację” najbardziej docho­dowych kluczowych gałęzi przemysłu. Szef Onexim-Banku Władimir Potanin w imieniu niektórych dobrych zna­jomych, wyłączywszy wszelką konkurencję z gry, udzielił kredytu w wysokości 2 miliardów dolarów – na wymianę za akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw. Po przeprowadze­niu programu prywatyzacji lwia część kapitału akcyjnego znalazła się w rękach superbogaczy, tzw. oligarchów. Gdy brak instancji zdolnej kontrolować procesy tego typu, pra­wo silniejszego decyduje, kto wyciąga szczęśliwy a kto pusty los. Borys Bieriezowski, Władimir Gusinski, Wiktor Czer­nomyrdin, Michaił Chodorkowski i Roman Abramowicz mieli, jeśli tak na to patrzeć, prawo po swojej stronie.

Jednak potem nowy, dużo silniejszy car Władimir Putin ogłosił, że wszyscy Rosjanie są równi przed prawem i od­tąd będzie się ścigać nie same prywatyzacje, ale towarzy­szące im kryminalne działania. Od tej chwili Putin wciąż kolekcjonuje miliardowe majątki oligarchów. Oligarchowie medialni Bieriezowski i Gusinski zostali zmuszeni do emi­gracji, szef Jukosu Chodorkowski skończył w więzieniu, a multiinwestor Abramowicz może w Anglii wydawać swoje pieniądze na FC Chelsea. Z dziesięcioletnim opóźnieniem wytwarza się zatem struktura gospodarcza, która od począt­ku była bardziej sensownym postkomunistycznym porząd­kiem: zdominowany przez państwo, zdolny do zaistnienia na rynku światowym trzon koncernów surowcowych, któ­rych nadwyżki w jakiś sposób muszą finansować resztę kra­ju. Ekonomicznie sensownie wykorzystane mogą prowadzić do tego, że-dalsze sektory rosyjskiej gospodarki mogą stać się konkurencyjne, a co za tym idzie zapoczątkować zapóźniony proces wzrostu. W takim wypadku najwyżej dalsze dziesięć lat potrwa, aż znów pojawi się rosyjski miliarder.