Puste obietnice dla zakładającego biznes

Puste obietnice dla zakładającego biznes

Naturalnie stało się inaczej. Para królewska, Izabela i Fer­dynand, przypuszczalnie nigdy nie miała zamiaru trzymać się litery zapisów „Kapitulacji Grenady”. Wyposażyła Ko­lumba – podobnie jak dzisiaj podmioty finansujące kapitał o podwyższonym ryzyku wyposażają rozkręcającego biznes w odpowiednią ilość pieniędzy i pełnomocnictw, by mógł zacząć, dają mu wystarczający zastrzyk finansowy – żeby ten odważył się podjąć ryzyko, z którego wszyscy zainteresowa­ni będą potem czerpać zyski, z tym, że Kolumb ryzykował życie. Czy wybrałby się na wyprawę, wiedząc, że hiszpań­ski dom panujący zapłaci mu jedynie 2 procent zysku z wy­dobywanego za Atlantykiem szlachetnego kruszcu, zamiast uzgodnionych 20 procent? Chyba nie.

Ale wówczas osoba prywatna nie miała środków, by zmu­sić państwo do dotrzymania złożonych obietnic. W 1536 roku, 30 lat po śmierci Kolumba, jego spadkobiercy po dłu­gotrwałych sądowych przepychankach zrezygnowali w koń­cu z wszelkich roszczeń wynikających z umowy z roku 1492. W ramach rekompensaty otrzymali dożywotnie renty, po­zwalające im na wygodne i dostatnie życie. A o superbogactwie, które obiecywała im umowa, marzyli już inni.

Metodą, by osiągnąć ten cel, było zawsze to samo: gra­bież, mord i niewolnictwo. Najbardziej zuchwali miłośnicy przygód udali się na poszukiwanie nieodkrytych plemion indiańskich i ich ewentualnych bajecznych skarbów, ci bar­dziej zasiedziali zmuszali Indian do płukania złota, a kiedy zabrakło Indian, importowali murzyńskich niewolników.