Prywatna kolonia milionerów z Augsburga

Prywatna kolonia milionerów z Augsburga

Również żądza złota była przyczyną upadku koloni pry­watnej założonej w Ameryce Południowej przez drugą co do majętności rodzinę Niemiec (o najbogatszej traktuje jeden z kolejnych rozdziałów). Chodzi tu o rodzinę Welserów, ko­lonia zwała się Wenezuela i była prezentem hiszpańskiego cesarza Karola V. Prezentem nie do końca dobrowolnym. Cesarz z dynastii Habsburgów miał u Welserów spore długi, a ponieważ, mimo nieustannie płynących z Nowego Świata dochodów, ich spłata od ręki nie była łatwą sprawą, zamie­nił je na kawałek ziemi o rozmiarach połowy Europy.

Niezły interes dla rodziny milionerów z Augsburga, jak można by sądzić. W końcu Welserowie dorobili się swojej fortuny na handlu zagranicznym i górnictwie. Już w roku 1505, osiem lat po Portugalczykach wysłali pierwszy nie­miecki statek, który opłynął południowy przylądek Afryki w drodze do Indii. Mieli swoje biura w Antwerpii, Lizbo­nie i na Hispanioli oraz posiadali, co w przypadku rodziny osiadłej w głębi kraju jest dość osobliwe, największą prywat­ną flotę kraju. A mimo to przygoda z Wenezuelą zakończyła się dla Welserów fiaskiem, ponieważten poza mokrad­łami i lasem podzwrotnikowym najwyraźniej niewiele miał do zaoferowania. Nie było tam ani złota, ani przypraw, ani innych dóbr, żadne z rodzimych plemion nie rozwinęło też w najmniejszym stopniu cywilizacji, którą można by złupić. Okolica nad jeziorem Maracaibo, gdzie osiedli wysłannicy Welserów, okazała się wilgotna i malaryczna. Jedynym, na co człowiek natykał się tam na każdym kroku, była czarna brudna maź wydobywająca się z ziemi. A co można z taką począć? Dokładnie po 18 latach Welserowie zarządzili od­wrót resztek osiadłej tam załogi i zamknęli swój kapitał ko­lonialny.

Gdyby wytrzymali kilka stuleci, ich inwestycja w tę zie­mię jednak by się opłaciła. Ponieważ właśnie wokół jezio­ra Maracaibo ciągną się największe złoża ropy naftowej w Ameryce Południowej, czyli czarnego złota tego kraju.