Profesor Liebig wspiera przemysł chemiczny

Profesor Liebig wspiera przemysł chemiczny

W jaki sposób w elektryzującej epoce rewolucji tech­nicznej można było stać się innowatorem bez jakichkolwiek ekonomicznych przemyśleń, pokazał typowy przedstawi­ciel krainy poetów i filozofów. Odkrył środek do narkozy – chloroform i środek nasenny chloral, wynajdując nawo­zy mineralne stworzył podwaliny całej gałęzi przemysłu, a wraz z wynalazkiem ekstraktu mięsnego dołączyły do tego jeszcze dalsze branże. Mógł z tego stworzyć koncern agro­chemiczny, jakiego świat dotąd nie widział. Ale zamiast tego Justus Liebig (1803-1873) do końca życia pozostał profeso­rem chemii, do 1852 roku w Giessen, a następnie, do swojej śmierci, w Monachium.

Czy można zaryzykować stwierdzenie, że właśnie w ten sposób przyczynił się do awansu Niemiec na światowego li­dera w branży chemicznej ? Przeczytajmy fragment pierwszej strony jego Listów chemicznych, w owych czasach bestselle­ra pochłanianego przez żądnych eksperymentów chłopców: „Gdyby udało mi się umocnić przekonanie, że chemia jako samodzielna dyscyplina naukowa stanowi najpotężniejszy nośnik wyższej kultury umysłowej, że studiowanie jej przy­nosi korzyść nie tylko dlatego, że wspiera materialne inte­resy ludzi, ale również dlatego, że daje wgląd w cuda stwo­rzenia, które zewsząd nas otaczają i ściśle wiążą się z naszym istnieniem, trwaniem i rozwojem”. Wiele najznakomitszych talentów w kraju przykład Liebiga skłonił do poszukiwania „cudów stworzenia” w laboratorium. W ten sposób przygo­towano grunt, by uczynić z chemii pierwszą zdominowaną przez naukę branżę przemysłową. W swojej mowie z okazji setnej rocznicy urodzin Liebiga w 1903 roku szef Bayera Carl Duisberg powiedział: „Światło naukowego poznania, które rozpalił Liebig, wdarło się do wszystkich gałęzi go­spodarki [..„], a jego odkrycia coraz bardziej torowały sobie drogę do tego, by technika tylko wtedy mogła czynić niewy­obrażalne postępy, gdy w każdej branży chemicy-naukowcy będą działać i dążyć do tego, by zapanowały w nich metody naukowe”.

Za to Edison pojmował swoją innowacyjną działalność nie tyle naukowo, co raczej poetycko. W wieku 71 lat napi­sał w liście do Henry’ego Forda: „Wynalazca musi być poe­tą, by umieć fantazjować. By osiągnąć sukces ekonomiczny potrzebuje praktycznego zmysłu irlandzkiego murarza i ży­dowskiego maklera”.

Tomasz Alva Edison może nam bardzo przypominać Diodaka z disnejowskiej kreskówki: jako wynalazca genial­ny, lecz jako przedsiębiorca beznadziejny przypadek. Praco­wał na własny rachunek i na zlecenie osób trzecich, nigdy do niczego wielkiego nie doszedł, ale nie miał też zbytnich trosk materialnych. Stereotyp Diodaka często przypisuje się kreatywnym konstruktorom, próbującym swoich sił w go­spodarce. O tym, że zdarza się również inaczej, że Diodak i Wujek Sknerus mogą się zjednoczyć w tej samej osobie, można się było przekonać w tym samym czasie i tej samej branży w Niemczech, obierając za cel obserwacji Wernera Siemensa (1816-1892).