Potęga lądowa z dzikiego Zachodu

Potęga lądowa z dzikiego Zachodu

Czynnikiem, który zadecydował o takiej koncentracji, była przewaga militarna Rzymu. Posiadał zdyscyplinowane oddziały, zapiętą na ostatni guzik logistykę i (nie zawsze, lecz regularnie) wspaniałych dowódców. Przez stulecia po zało­żeniu w 753 roku p.n.e. Rzym mógł się rozwijać nienękany zbytnio przez ówczesne potęgi, ponieważ w dwojaki sposób pozostawał na uboczu. Leżał w nieatrakcyjnej ekonomicz­nie zachodniej części Morza Śródziemnego, a w dodatku na nieciekawym pod względem gospodarczym kawałku lądu: Italia posiadała niewiele surowców, a jej mieszkańcom bra­kowało rozwiniętych technik rolnych. W ramach śródziem­nomorskiej wymiany handlowej nie mogła zaoferować ni­czego, co nadawałoby się na eksport, dlatego nie przyciągała też łupieżców ani zorientowanych na zysk handlarzy, poza Sycylią i południową Italią, gdzie mieściło się kilka greckich kolonii. A dodatkowo izolację Rzymu pogłębiał fakt, że nie leżał on nad morzem. Nie był i nigdy nie stał się potęgą morską, lecz na zawsze pozostał rolniczo-wojskową potęgą lądową. W kręgu kulturowym rozciągającym się w głównej mierze wzdłuż szczelinowatego wybrzeża Morza Śródziem­nego potęga lądowa była z góry skazana na porażkę wobec takich potęg morskich jak Fenicjanie czy Grecy, dlatego nie trzeba było sobie nią zaprzątać głowy. Myśl, że ktoś może wokół Morza Śródziemnego wybudować bite drogi i w ten sposób podbić obce ludy, musiała się wówczas wydawać ab­surdalna.

Dopiero w trzecim wieku przed Chrystusem Rzym po raz pierwszy osiągnął siłę, która stała się zagrożeniem dla jednego z ówczesnych mocarstw: dla Kartaginy, potęgi mor­skiej leżącej na zachodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. We wczesnych bitwach morskich pierwszej wojny punickiej (264-241 p.n.e.) Rzymianie polegli z kretesem, jednak od 260 roku p.n.e. mogli zrewanżować się za porażkę, wynaj­dując pomosty do abordażu (tzw. kruki). Z ich pomocą tak ściśle łączyło się własny i wrogi statek, że bitwa morska praktycznie rozgrywała się na lądzie.

Wskutek zaciekłych i w efekcie zwycięskich walk z Kar­taginą Rzym 100 lat później przeżył awans na potęgę świa­tową dzięki przypadkowej przerwie w historii: we wschod­niej części basenu Morza Śródziemnego nie było żadnego silnego i pewnego siebie królestwa, które podjęłoby wal­ki z Rzymem. 500 łat wcześniej byli Babilończycy,-400 lat wcześniej Grecy z pewnością chwyciliby za broń, 300 lat wcześniej zrobiliby to Persowie, a 200 lat wcześniej na pew­no miło byłoby zobaczyć, jak Aleksander Wielki walczy z rzymską armią. Ale w II wieku przed Chrystusem kraje śródziemnomorskie odchorowywały jeszcze konflikty, któ­rych rezultatem był podział aleksandryjskiego królestwa; tak, że najazd z dzikiego Zachodu nie mógł napotkać na odpowiedni opór: skarby (a następnie również i mądrości) Wschodu powędrowały w ręce Rzymu, nowego mocarstwa śródziemnomorskiego.

Przeobrażenie Rzymu z państwa w stolicę opierało się na trzech podstawach:

  • Grabieży: świeżo podporządkowane kraje łupiono, część ludności stawała się niewolnikami.
  • Trybucie: państwa i miasta mogły uniknąć grożącego zniszczenia, płacąc grzywnę; regularne daniny trafiały albo bezpośrednio do kasy państwowej, albo do dowód­cy, którego armia stała akurat u bram.
  • Podatkach i daninach: w tej dziedzinie rzymska repub­lika stworzyła rodzaj umowy o podwójnym opodatko­waniu, która bez ingerencji państwa troszczyła się o to, by wszystkie warstwy społeczne Rzymu mogły osiągać korzyści majątkowe. I temu powinniśmy się bliżej przyj­rzeć.