Perykles pustoszy kasę wojenną

Perykles pustoszy kasę wojenną

To, że owa do tego stopnia niedynamiczna gospodarczo społeczność w ogóle posiadała wystarczającą ilość pieniędzy, by pozwolić sobie przykładowo na trwający pół wieku roz­kwit filozofii, teatru i architektury, zawdzięczała – oprócz lauriońskiego srebra – zuchwałym nadużyciom. Wszystkie miasta członkowskie założonego w 477 roku p.n.e. attyckiego Związku Morskiego płaciły Atenom składki nie po to, by sprawić tamtejszym mieszkańcom radość, tylko by zagwarantować obronność w związku z groźbą najazdów perskich. 600 talentów trafiało rokrocznie do kasy militar­nego sojuszu. Gdy w 449 roku p.n.e. zawarcie pokoju z Per­sją wykluczyło wszelkie zagrożenie z tej strony, można było albo rozwiązać sojusz, albo zabezpieczyć się przed rosnącym zagrożeniem ze strony Sparty. Ale żadnym z tych rozwiązań nie był zainteresowany panujący niepodzielnie w Atenach demokrata Perykles (ok. 50CM129 p.n.e.). Trzymał on flotę wojenną w gotowości i w każdej chwili był skłonny do tego, by miasto zamierzające wycofać się z sojuszu przekonać siłą do czegoś przeciwnego. Poza tym za pieniądze pochodzące z kasy wojennej wzniósł kompleks świątyń Akropolu i fi­nansował realizację idei „chleba i igrzysk”.

Mowę, jaką Perykles wygłosił przed Zgromadzeniem Ludowym na początku realizacji finansowanego z obcych środków programu koniunkturalnego, mógłby dziś z powo­dzeniem wygłosić każdy polityk, który wydatkami z budże­tu zamierza napędzić gospodarkę: „różnorodne potrzeby ożywią rzemiosło, dadzą każdemu pracę, niemal całe miasto na tym zyska, jeśli za sprawą własnych działań wypięknie­je, a przy tym jeszcze się wyżywi”. Klasyczna mowa keynesizmu, w której, to już też klasyka, nie traci się zbędnych słów na wyjaśnienie, jak opłacić taki wzrost. Wyznawcy keynesizmu XX wieku uzyskiwali środki, zwiększając defi­cyt budżetowy, zaś Perykles sięgnął po prostu do funduszy sojuszu. Cywilizacja przeżyła rozkwit, za to następna wojna przeciw Sparcie zakończyła się porażką.

Triki finansowe Peryklesa trochę przypominają machloj­ki koncernów takich jak Enron lub Parmalat: na zewnątrz lśniąca fasada, jednak nadużywa się zaufania inwestorów, a ich pieniądze płyną wątpliwymi kanałami, aż w końcu cała konstrukcja się zawala. To, że w Atenach stworzono warto­ści, które przetrwały tysiące lat, nie było pocieszeniem dla ówczesnych sojuszników; ale w sprawie Peryklesa jesteśmy skłonni wziąć pod uwagę okoliczności łagodzące.