Od Wallensteina do Stinnesa

Od Wallensteina do Stinnesa

Gdyby 65 milionów lat temu pewien meteoryt nie wpadł do Zatoki Meksykańskiej, ssaki nie miałyby szans. Były ma­leńkie, słabe i źle przystosowane do warunków życia w epo­ce kredy: do czego w ówczesnym klimacie wiecznego słońca zwierzę mogło potrzebować we własnym ciele urządzenia do regulacji temperatury? Słońce już samo zatroszczyło się, by ciału było przyjemnie ciepło. Dinozaury, które zrezygno­wały z takiego zbytku, mogły zużytkować własną energię, by rosnąć, i korzystały z tego.

Potem uderzył meteoryt, wirująca w atmosferze materia na rok zasłoniła słońce, na świecie pojawiła się zima, a ze świata zniknęły dinozaury. Przeżyło za to kilka małych stwo­rzeń, które pozwoliły sobie na luksus regulowania tempera­tury własnymi siłami, niezależnie od warunków zewnętrz­nych: ssaki. Bez szans w bezpośrednim starciu z dinozaurami w pełni ich sił, podczas wielkiej katastrofy mogły cieszyć się tłustymi łupami, które już widziały dla siebie wymarłe jaszczury-giganty. W ewolucji biologicznej takie wydarzenie nazywa się przeskokiem ewolucyjnym. W ewolucji ekono­micznej nazywamy je wojną, wojną domową, kryzysem go­spodarczym lub hiperinflacją. Nieważne, zgodnie z jakimi regułami żyło się i gospodarowało wcześniej, wydarzenie takie ma swoje własne reguły i zyskać może tylko ten, kto przeżyje.