Nowy świat – ale żadnych przypraw

Nowy świat - ale żadnych przypraw

Kalkulacja wyruszającego w dal admirała była bardzo prosta:

Koszt zakupu i transportu po 4000 niewolników i 4000 cetnarów drewna rocznie z Santo Domingo do Sevilli: 6 mi­lionów maravedi.

Przychód ze sprzedaży: 40 milionów maravedi.

Czysty zysk: 34 miliony maravedi, czyli 85 procent przy­chodu ze sprzedaży lub, używając chętnie stosowanego w naszych czasach wskaźnika: 567 procent zysku z zainwe­stowanego kapitału.

Wprost niewyobrażalny zysk z kapitału. Wszystko, co wykracza ponad 15 procent, sprawia w dzisiejszych cza­sach, że spekulantom giełdowym świecą się oczy, a wszystko ponad 100 procent, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, jest oszustwem. Jednak kalkulacja sprzed do­brych 500 lat, odnosząca się do handlu kolonialnego, mogła z grubsza odpowiadać ówczesnym realiom. Admirał musiał o tym wiedzieć, w końcu sam przed zaledwie kilku laty wy­nalazł handel kolonialny – ponieważ to on, Krzysztof Ko­lumb odkrył kolonie, które teraz można było tak korzystnie wyzyskiwać.

To, że w roku 1498, czyli sześć lat po rzekomym odkryciu drogi do Indii, Kolumb mógł się zajmować takimi rachunka­mi, pokazuje jednak, w jakim stopniu zawiodły wcześniejsze kalkulacje. Nowy Świat, na który natknął się Kolumb, nie posiadał żadnych tak potrzebnych i drogich Europie przy­praw i korzeni. Nie oferował też żadnych wartościowych towarów handlowych, które mogłyby zachwycić rynki eu­ropejskie. I, przy bliższym przyjrzeniu się, obiecywał też rozczarowująco mało złota i srebra. Zamiast zyskodajnych żył, tu i tam kilka płytkich złotych potoczków, które przy celowej eksploatacji wyczerpałyby się już po kilku latach. O ogromnych złożach srebra i miedzi w Andach nikt w tam­tych czasach nie miał jeszcze pojęcia.

Ani śladu legendarnych skarbów Indii, Chin i Złotego Kraju – Cipangu (Japonii), wizją których Kolumb mamił hi­szpańskie koronowane głowy, by sfinansowały jego podróż na zachód. Jego reklama pochodzących z eksportu drewna i niewolników miała charakter trudnej kampanii PR, by za­interesować kupców handlem z Nowym Światem. Daremny trud: ten, kto podejmował się podróży z Europy do Ame­ryki, nie zamierzał tam kupować lub sprzedawać, tylko bez większego wysiłku zdobyć fortunę; taka była pokusa, która wielu hazardzistów z Europy przyciągnęła do Ameryki.