Nowy, piękny świat towarów: co może marka?

Nowy, piękny świat towarów: co może marka?

Rynki surowców są twarde, ale uczciwe: ten, kto naj­korzystniej produkuje, ten wypracowuje największe zyski. W końcu po miedzianym drucie nie widać, czy wypro­dukowano go tanio czy drogo – chodzi o jedną i tę samą miedź. Gdyby rynki przemysłowe działały w ten sam spo­sób, byłoby to nie tylko trudne, ale i nieuczciwe. Inaczej niż w przypadku surowców, różnice między dwoma iden­tycznymi produktami mogą być kolosalne, zależnie od tego, czy przedsiębiorstwo stara się właśnie wprowadzić nowość na rynek, czy tylko znalazło drogę, by umiejscowić na nim ponownie popularny już produkt. Skoro tylko pomysł, pro­dukt pojawia się na świecie, wydany jest na pastwę konku­rencji. Każdy z zewnątrz może go kupić, poddać analizie, rozebrać na części, złożyć – i samemu spróbować go sprze­dać. Recepturę zupki w proszku doświadczony naśladowca odcyfrowuje z taką samą łatwością, jak tę coca-coli. Jedna udana innowacja, jak na przykład gra planszowa Osadni­cy z Catanu, przynosi z sobą w każdym sezonie dziesiątki podróbek.

Właściwie w takich wypadkach powinien wkroczyć urząd patentowy, powinno też zadziałać prawo autorskie. Ale ochrona prawna okazuje się mieć zbyt liczne luki. Na przykładzie Tomasza Alvy Edisona widzieliśmy, jak modyfi­kacja istniejących już patentów wyłączała ochronę prawną i jak przez niedocenienie własnego patentu na żarówkę sam pozbawił się większej części zysków z epokowego odkrycia. Koncerny farmaceutyczne utrzymują całe bataliony praw­ników patentowych, którzy jednocześnie formułują swoje prawa do lekarstw w sposób jak najbardziej ścisły, a jed­nocześnie badają słabe punkty dokumentów patentowych konkurencji.