„Nie będzie wojny – moi synowie nie dadzą na nią pieniędzy”

„Nie będzie wojny - moi synowie nie dadzą na nią pieniędzy"

A jeśli król nie chciał pokoju, wtedy wcale nie otrzymy­wał od Rothschildów pieniędzy. Przydarzyło się to w roku 1839 Leopoldowi z Belgii, który zamierzał przywłaszczyć sobie kosztem Holandii prowincje Luksemburg i Limburg. Salomon Rothschild bardzo bezpośrednio dał wyraz swe­mu niezadowoleniu: „Belgijski rząd nie otrzyma ani grosza, nawet jeśli rozmowy na temat pożyczki trwają od miesię­cy. Jakkolwiek trudno mi przychodzi tak stanowczo odma­wiać, pociesza mnie myśl, że Belgia da za wygraną i pokój zostanie utrzymany”. I tak się stało. Dlatego matka rodu Gudula Rothschild miała pełne prawo powiedzieć sąsiad­ce z Frankfurtu obawiającej się wojny: „Nie będzie wojny – moi synowie nie dadzą na to pieniędzy”. Tylko jeden je­dyny raz Rothschildowie udzielili pożyczki na zbrojenia: w 1854 roku, 16 milionów funtów. Za te pieniądze Anglia mogła u boku Francji przeprowadzić i wygrać wojnę krym­ską przeciwko Rosji. Ale w tym wypadku Rothschildowie mieli swój motyw: antysemicką politykę caratu.

Nigdy nie policzono, ile dom bankowy zgarnął w ten spo­sób pieniędzy. Nie było ku temu powodu. Ponieważ majątku Rothschildów nigdy nie rozdano w prezencie, jak w przy­padku Cezara, nie został też podzielony, jak dobra Fugge­rów, nigdy też nie stał się przedmiotem procesu sądowego, jak u Rockefellera, nie był też, jak w przypadku fortuny Gatesa, notowany na giełdzie. Nawet śmierć nie umożliwiła wglądu w ten bez wątpienia największy majątek XIX wieku, a kto wie, może nawet wszech czasów. U Rothschildów nie doszło do publicznych kłótni o spadek. Zatroszczył się o to już protoplasta Mayer Amszel dzięki klauzuli w testamen­cie, którą stosowały i kolejne pokolenia: „Stanowczo zabra­niam sporządzania sądowych lub jakichkolwiek oficjalnych spisów mojej spuścizny… dalej wszelkiego dochodzenia sądowego i podania rozmiaru spadku do publicznej wiadomości… Wykroczenie poza te ustalenia może by£ uznane za próbę podważenia niniejszego testamentu i pociągnąć za sobą określone skutki”.

Nie tylko testamenty określały ramy, w których poruszali się Rothschildowie. Męscy członkowie rodu praktycznie nie mogli ominąć ustalonych przez założyciela dynastii reguł zawierania małżeństw; istniało niepisane prawo, że każdy Rothschild musi poślubić Żydówkę z jak najlepszej rodzi­ny. Dopiero w piątym pokoleniu pojawił się wyjątek: Guy, szef francuskiej gałęzi, ożenił się w 1957 roku z katoliczką. Natomiast kobiety rodu mogły wychodzić, za kogo chciały – ale nie miały też nic wspólnego z interesami familii.