Najkorzystniejsza umowa wszech czasów – na papierze

Najkorzystniejsza umowa wszech czasów - na papierze

Samemu odkrywcy się to nie udało. Oszwabiono go na większej części obiecanej zapłaty. Gdyby Kolumb rzeczywi­ście otrzymał to, co obiecał mu hiszpański dom panujący przed wyruszeniem na pierwszą wyprawę odkrywczą, zo­stałby do końca życia uwolniony od wszelkich trosk o prze­widywane stopy zysku. Po prostu wyłącznie by kasował. „Kapitulacja Grenady”, w której dnia 17 kwietnia 1492 po­jawiają się roszczenia Kolumba do zysków z nieodkrytych jeszcze ziem, była – na papierze – chyba najkorzystniejszą umową, jaką kiedykolwiek osoba prywatna zawarła z pań­stwem. Ponieważ Kolumb miał na nowych terenach „prawo do:

  • sprawowania najwyższej władzy na lądzie (jako wicekról) i na morzu (jako admirał),
  • wysuwania kandydatów na wszystkie urzędy Korony hi­szpańskiej na podbitych terenach,
  • połowy wszystkich dochodów, które przypadały na Ko­ronę z zysków z kolonii,
  • jednej ósmej wszystkich zysków, które osiągną z kolonii hiszpańscy przedsiębiorcy.

I oczywiście prawa te nie miały wygasnąć z chwilą śmier­ci, tylko można je było dziedziczyć.

Koronie przysługiwała „królewska jedna piąta” czyli 20 procent wszystkich zysków z podróży za ocean, czyli po­łowa z tego była równa 10 procentom zysku całkowitego. Jedna ósma z pozostałych zysków (równych 80 procentom zysku całkowitego) to dalsze 10 procent zysku całkowitego. Sumy z łapówek, które trafiałyby do kieszeni Kolumba jako najwyższego sędziego ziemskiego i decydenta w sprawie wszystkich karier urzędniczych to, ostrożnie szacując, dal­sze 5 procent zysku całkowitego z kolonii. Summa summa­rum Kolumbowi i jego rodzinie przypadałaby jedna czwarta wszystkich zysków generowanych przez podporządkowane Hiszpanii kolonie!

Nikt nigdy nie obliczył, ile te roszczenia faktycznie by­łyby warte, gdyby ich królewskie mości z katolickiej mo­narchii hiszpańskiej rzeczywiście przez wieki trzymały się tych ustaleń. Być może jeszcze nie sam Krzysztof Kolumb, ale przynajmniej jego syn Diego mógłby zostać najbogat­szym człowiekiem świata. By wyrobić sobie o tym pewne pojęcie: między 1500 i 1520 rokiem na wyspie Hispanioli (w Polsce używamy obecnie nazwy Haiti; dzisiaj wyspa na­leży do państw Haiti i Republiki Dominikańskiej) wydoby­wano rocznie 700 kilogramów złota. Odejmijmy od tego, z dużym marginesem, 200 kilogramów na straty i koszty transportu, a zostanie nam 500 kilogramów zysku. Z jednej tylko wyspy do rodziny Kolumba, bez kiwnięcia palcem ze strony jej członków, trafiałoby zatem ponad 100 kilogra­mów złota rocznie.