Najbogatsza kaczka wszech czasów

Najbogatsza kaczka wszech czasów

„Ach, drogi przyjacielu! Nawet nie przeczuwasz, co czło­wiek wycierpi jako krezus! Jestem najbogatszym człowie­kiem świata! Moje skarbce pękają w szwach! Jednym sło­wem, powinienem umierać ze szczęścia! Ale całe to moje bogactwo zupełnie mnie już nie cieszy!”. Tak Wujek Sknerus żalił się najgenialniejszemu wynalazcy wszech czasów, kurczakowi Diodakowi. Słowa o „najbogatszym człowieku świata” niezupełnie odpowiadają prawdzie, w końcu w Wuj­ku Sknerusie nawet odzianym w najelegantszy strój biznes­mena bez trudu można rozpoznać kaczkę. Ale tytułu „najbo­gatszej kaczki świata” nikt mu nie odmówi. „Okrąglutkie 37 fantastylionów i 119 tryliardów talarów”, policzył w 1983 roku, i nawet jeśli nie znamy aktualnego kursu przeliczenio­wego kaczogrodzkiej waluty na euro, i choć fantastyliony nie są znane w żadnym stosowanym przez ludzi systemie liczbowym, samych tylko 119 tryliardów talarów już to gwarantuje. Nawet jeśliby podzielić tę sumę przez wszystkie 6 miliardów mieszkańców Ziemi, na każdego z nich w dal­szym ciągu przypadałoby 20 bilionów talarów. I jeśli zało­żymy, że wynikający z komiksów parytet siły nabywczej ka- czogrodzkiego talara z grubsza odpowiada dolarowi, Wujek Sknerus okazałby się tak bogaty, że sama tylko końcówka jego majątku (ponieważ fantystylionów w to nie wliczamy) mogłaby uczynić z każdego mieszkańca Ziemi człowieka 500 razy bogatszego od samego Billa Gatesa! To, że w ogóle możemy się odważyć, by w książce o najbogatszych is.totach na świecie opisać jakieś inne osoby oprócz Wujka Sknerusa, zawdzięczamy jedynie okoliczności, że Sknerus jest postacią fikcyjną, bohaterem kreskówek i komiksów, a jednocześnie karykaturą.

Co jakiś czas zdarza się, że jakąś historyczną postać lub sytuację utożsamiamy z jej karykaturą. Cezar wydaje nam się taki, jakim malują go w Asterixie. Neron takim, jakiego uosabiał Peter Ustinov w Quo Vadis. Bretończyk w makijażu pędzący konno przez chorwackie krajobrazy i będący huma­nistycznym ideałem drobnego kryminalisty z Saksonii, Ka­rola Maya, czyli Pierre Brice jako Winnetou, utrwalił nam obraz Dzikiego Zachodu z XIX wieku. A nasz obraz pełno- krwistego kapitalisty dość wiernie odpowiada wizerunkowi owego pochodzącego z kaczego rodu posiadacza cylindra i kupra w nieokreślonym, choć raczej zaawansowanym wie­ku.

A przecież kaczka ta jest równie odległa od kapitalistycz­nej rzeczywistości, jak Pierre Brice od wodza Apaczów. Przy­znał to już przybrany ojciec Sknerusa, Carl Barks: „Wujek Sknerus jest zagorzałym wrogiem kapitalizmu: zniszczyłby go w przeciągu pół roku. Zamroziłby wszystkie procesy napędzające ten system. Niczego by nie wydawał, wszyscy by ubożeli, gromadziłby pieniądze i po pewnym czasie nikt poza nim by ich nie miał. A to byłby koniec kapitalizmu”.