Na taśmie produkcyjnej triumf fordyzmu

Na taśmie produkcyjnej triumf fordyzmu

Wielki sukces pierwszych producentów artykułów mar­kowych u schyłku XIX wieku był wyraźną wskazówką, że rewolucja przemysłowa powoli przestaje pożerać własne dzieci. Całkiem oczywistym było, że wśród szerokich mas istnieje duża siła nabywcza, która chociaż w minimalnym stopniu wykracza ponad minimum egzystencji – inaczej Au­gust Oetker nie mógłby sprzedawać proszku do pieczenia niedzielnych ciast. Odosobnieni wizjonerzy wieścili już na­wet nadejście złotego wieku konsumpcji.

Szczególnie optymistycznie patrząca w przyszłość oka­zała się w swoim pierwszomajowym oświadczeniu z 1904 roku hanowerska odnoga SPD: „Wy, robotnicy, będziecie jeździć własnymi samochodami, jako turyści przemierzać morza własnymi statkami, wspinać się w regionach alpej­skich i upajając się pięknem, sunąć przez ziemie południa, tropiki oraz tereny północne. Lub w waszym pojeździe po­wietrznym będziecie się ścigać w przestworzach z obłokami, wiatrami i wichrami. Niczego nie będzie wam brakowało, nie będzie takiego miejsca na Ziemi, gdzie wasze oko nie mogłoby sięgnąć. Za czym tylko zatęskni wasze serce, co tylko wasze usta zdołają wypowiedzieć, oto żywa Ewange­lia ludzkiego szczęścia na ziemi! Zapytacie, kto może coś takiego zapewnić? Tylko i wyłącznie socjaldemokratyczne państwo przyszłości”. To nieprzyzwoicie optymistyczne proroctwo miało się okazać bliższe prawdy niż niektóre prognozy eksperckie ówczesnej epoki. Tylko co do pytania o sprawstwo trafili jakby obok: oprócz „socjaldemokra­tycznego państwa przyszłości” istniało jeszcze kilką innych bodźców, które przyczyniły się do tego, że nędza mas prze­kształciła się w dobrobyt. A wśród nich wyraźnie wyłaniają się te dwa: Frederick Winslow Taylor (1856-1915) i Henry Ford (1863-1947).