Mogot chce ucywilizować „dziką rasę” europejską

Mogot chce ucywilizować „dziką rasę" europejską

Nic więc dziwnego, że Europejczycy nie cieszyli się w Indiach dobrą opinią, gdyż w okresie rozkwitu imperium Mogołów było krajem zdumiewającej tolerancji religijnej.

„Nigdy nie pozwól, by różnice religijne mieszać z polity­ką”, tak według Akbara brzmiała „naczelna zasada każdego władcy”. A jego następca, Dżanhangir, choć muzułmanin, był prawdopodobnie jedynym władcą świata, który dał się sportretować z kieliszkiem wódki w ręku.                                                           ,

Jaki to kontrast w stosunku do Europejczyków! Urzędnik radży z Udajpuru zarzucał im „niedotrzymywanie umów, czego nie dopuszczają się nawet bezkastowcy”. Ohydy tej dopełniał jeszcze fakt, że chrześcijanie, zarówno Portugal­czycy, jak i Holendrzy, stanowili jedyną grupę, która w tym zakątku świata wciąż trudniła się handlem niewolnikami. W imperium Mogołów istniał zakaz wszelkiego handlu nie­wolnikami – obcokrajowców, których na tym przyłapano, wydalano z kraju. Tylko wtedy, gdy przekroczenie hindu­skich przepisów dotyczyło drastycznych przypadków, Mogołowie sięgali po ostrzejsze środki. Jak choćby w roku 1611, kiedy Portugalczycy popełnili afront, atakując i okra­dając prywatny statek cesarzowej Nur Dżahan. W odpowie­dzi cesarz Dżahangir kazał zamknąć wszystkich Portugalczy­ków, którzy akurat zatrzymali się w imperium i zagroził, że na zawsze zostaną pod kluczem. W zamian za zwrot zrabo­wanego mienia i grzywnę w wysokości stukrotnej wartości zaistniałej szkody Portugalczykom udało się uniknąć kary. Już jego ojciec, Akbar, mógł po prostu zepchnąć tych barba­rzyńców do morza. Zamiast tego zdecydował się, by „ucy­wilizować tę dziką rasę przez przyjacielskie traktowanie”.

Z indyjskiego punktu widzenia był to poważny błąd strategiczny, ponieważ potworów, jakimi jawią się tu nasi przodkowie, nie dało się ujarzmić polityką łagodności. Smutny los cywilizacji środkowo- i południowoamerykań­skich powinien był być przestrogą dla Mogołów, ale ich ówczesna silna pozycja uniemożliwiała porównywanie się z Inkami czy Aztekami. Indie w wieku XVII wydawały się nie tylko niepokonane, ale wręcz nietykalne i patrząc na to krótko- lub średniodystansowo – ich władcy mieli rację. Bo czy warto było angażować środki dyplomatyczne czy woj­skowe, by zapobiegać ewentualnemu wzrostowi potęgi Eu­ropy w przyszłości? W końcu chodziło o ważnego partnera handlowego. W ten sposób ówczesna „dzika rasa” kilka stu­leci później” mogła zupełnie odwrócić tę sytuację: Europa ściągnęła do siebie bogactwa z całego świata, a Indie stały się kolonią.