Kraj jak żaden inny, rzecze Engels

Kraj jak żaden inny, rzecze Engels

„Historia niebywała w annałach ludzkości – tak w roku 1845 Fryderyk Engels określił uprzemysłowienie Anglii. – Przed 60, 80 laty kraj jak wiele innych, z miasteczkami, pro­stym i nielicznym przemysłem i rzadkim, ale stosunkowo dużym zaludnieniem przez ludzi związanych z ziemią; a te­raz kraj jak żaden inny, ze stolicą o jednej trzeciej miliona mieszkańców, z wielkimi miastami przemysłowymi, z prze­mysłem zaopatrującym cały świat, gdzie niemal wszystko wykonuje się za pomocą skomplikowanych maszyn, z pra­cowitą, inteligentną i gęsto rozsianą ludnością, z której dwie trzecie związane są z przemysłem, i który to kraj składa się z całkiem innych klas, tworząc całkiem inną nację o innych obyczajach i odmiennych potrzebach niż dawniej”.

A skoro bez odnoszących sukcesy kapitalistów nie ma mowy o rewolucji proletariackiej, chwali nawet prymat na rynkach światowych, który w owym czasie wywalczyła so­bie Anglia: „Błyskawiczna obniżka cen na wszystkie wyroby manufakturowe, rozkwit handlu, zdobycie niemal wszyst­kich niechronionych rynków, szybkie pomnażanie kapita­łu i bogactwa narodowego” były wynikiem mechanizacji – jednak ceną okazało się „zniszczenie wszelkiego mienia, bezpieczeństwa zarobku dla klasy pracującej”.

 

Najbardziej zaawansowana technika świata w najpotęż­niejszym kraju tamtej epoki – czy nie powinno to prowadzić do pojawienia się największych majątków? Nic podobnego. Przy całej wielości fabrykantów, którzy rzucili się w odmęty industrializacji, nie pojawił się żaden, który zdominowałby resztę. Nawet największe koncerny przemysłowe późnego XVIII wieku wedle dzisiejszej skali były zaledwie średni­mi przedsiębiorstwami. Uznawany wówczas za potężnego przedsiębiorcę Matthew Boulton, który od roku 1773 fi­nansował wynalezioną przez Jamesa Watta maszynę parową, panował nad królestwem 800 robotników. Załoga Richarda Arkwrighta liczyła co prawda dwa razy tyle, ale z 1900 pra­cowników nawet największy wyzyskiwacz nie jest w stanie wycisnąć miliardowego majątku.

Gdy w roku 1792 Arkwright dokonał żywota, Czaso­pismo „Gentleman’s Magazine” oceniało jego majątek na 500 000 funtów szterlingów. Z pewnością znacząca suma, ale na liście najbogatszych Brytyjczyków „Sunday Timesa” uplasował się na 180. miejscu. Żaden z jego współczesnych nawet się na niej nie znalazł. Być może winna była tu szyb­kość postępu technicznego, która uniemożliwiła trwały skok innowacyjny; a może raczej skrajnie rozwinięta konkurencja panująca wśród ówczesnych brytyjskich przedsiębiorców; a może związane to było ze stosunkowo dużym nakładem środków, które przedsiębiorcy musieli zainwestować w przy­stosowanie ludzi miast i całego porządku społecznego do tempa pracy maszyn. Ale prawdopodobnie wśród ówczes­nych angielskich fabrykantów zabrakło wystarczająco silnej osobowości.

Ale nie oznacza to, że w Anglii tamtych czasów nie ist­nieli liczący się przedsiębiorcy. Właśnie tam zaistniała nawet jedna z najbardziej znaczących osobowości biznesowych wszech czasów. Ale wolała ona pomnażać swoje pieniądze w bardziej bezpośredni sposób – na giełdzie.