Komandor z brązu dwa razy większy niż prawdziwy

Komandor z brązu dwa razy większy niż prawdziwy

9 listopada 1869 roku na jednej ze swoich stacji, nowo­jorskiej Hudson Street, liczący sobie 75 lat Vanderbilt kazał odsłonić pomnik, który jeśli nie stylem, to przynajmniej ge­stem nawiązywał do dziel egipskich faraonów: długi na 50 metrów, wysoki na 10 i ważący pięćdziesiąt ton monument z brązu, granitu i marmuru, w którego centrum znajdował się posąg Vanderbilta dwa razy wyższego niż żywy. Wokół kłębiły się symbole Vanderbiltowych posiadłości: statki, ma­rynarze, koleje, szyny, owoce, zwierzęta i produkty przemy­słowe. Spojrzenie postaci skierowane było w nieokreśloną dal, tak jakby gdzieś na horyzoncie wypatrywała nowych możliwości zaspokojenia swojego pędu do bogacenia się.

Tylko raz Cornelius Vanderbilt został pokonany: w trwa­jącej od roku 1866 do 1868 bitwie o Erie Railroad Com­pany, jedyną spółkę kolejową, która stanowiła konkurencję dla jego imperium na trasie Chicago – Nowy Jork. Erie za­rządzana była przez najbardziej pozbawionych skrupułów rabusiów, jakich kiedykolwiek wydała Wall Street: Johna Goulda i Daniela Drewa. Gould (1836-1892) nabył spół­kę, odkupując kredyty od wierzycieli i domagając się ich spłaty. Jeśli akcjonariusze nie dostarczyli w krótkim czasie pieniędzy na spłacenie kredytu, mieli trzy możliwości: ogło­sić bankructwo, czyli całkowicie utracić kapitał, sprzedać Gouldowi, czyli niemal całkowicie utracić kapitał, albo przekształcić kredyty w kapitał własny, co dla Goulda ozna­czało pakiet większościowy.

Jeśli go posiadał, sięgał z lubością po metodę, którą swe­go czasu jako zaganiacz bydła udoskonalił Daniel Drew (1797-1879), tzw. stock watering. U kowbojów wyglądało to tak: na dzień przed przybyciem do ubojni karmiło się krowy garściami soli, a potem pozwalało się im pić, ile ze­chcą. W ten sposób zwiększało się wagę zwierząt, a tym sa­mym i zysk. A w przypadku Erie Company przebiegało to następująco: gdy pojawiał się Vanderbilt i kupował każdą osiągalną akcję, drukowało się po prostu 100 000 bezwar­tościowych akcji i sprzedawało mu stopniowo, żeby się nie zorientował, ale na tyle szybko, by wypompować 7 milio­nów, zanim przekręt się wydał. Zgodnie z klasyczną zasadą Dzikiego Zachodu, walka uznawana była po tym za zakoń­czoną. Ale Vanderbilt sięgnął po metodę, którą zaleca się jedynie w państwach prawa: zgłosił oszustów. Zostali jed­nak ostrzeżeni na czas, że grozi im w Nowym Jorku aresz­towanie, przenieśli się do sąsiedniego New Jersey i stamtąd rozpoczęli silny lobbing. Po bezpośrednich inwestycjach w wysokości ponad pół miliarda dolarów do prywatnych kieszeni przedstawicieli ludu, parlament stanowy Nowego Jorku wydał ustawę legalizującą akcje gangu Erie.