Każdy urząd antymonopolowy kazałby zamknąć Wall Street

Każdy urząd antymonopolowy kazałby zamknąć Wall Street

Bo jak inaczej można by nazwać umowę zawartą 17 maja 1792 między 24 nowojorskimi handlarzami papierów war­tościowych? Uzgodnili oni, że akcje i lokaty będą korzystnie dzielić między siebie i ustalili minimalną stawkę prowizji: jedna czwarta każdej uhandlowanej ceny. To właśnie w po­rozumieniu zwanym Buttonwood Agreement, zawartym pod platanem (ang. buttonwood) przed domem na Wall Street 68, należy szukać początków New York Stock Exchange, czyli Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych, nawet jeśli oficjalnie powstała dopiero w roku 1817. Gdyby istniał już wówczas urząd antymonopolowy, bez wątpienia zabro­niłby takiej zmowy co do cen. Dzisiaj nawet w podejrzanej o zmowy branży budowlanej nikt nie poważyłby się na takie porozumienie, a tym bardziej nie jawnie. Ale jako że nikt wtedy nie czuł się powołany, by pomagać wolnej konkuren­cji walczyć o swoje prawa, z kartelu 24 najpotężniejszych zrodził się rynek kapitałowy, jakiego świat nie widział.

Lecz droga do tego była wtedy jeszcze daleka. Istniały zaledwie cztery papiery wartościowe, którymi handlowano w Nowym Jorku, Bostonie i Filadelfii: trzy pożyczki pań­stwowe z 1790 roku oraz akcje Bank of the United States, będące w obiegu od lipca 1791 roku. W XIX wieku Nowy Jork szybko przeobraził się w stolicę finansów USA, ponie­waż dzięki swojej roli najważniejszego portu zamorskiego kraju stanowił świetny punkt na siedzibę krajowych i za­granicznych banków. Dla lokujących pieniądze atrakcyjność ta pozostawiała wiele do życzenia. Giełda w Nowym Jor­ku wydawała się równie dwuznaczną instytucją jak giełdy w Europie – z tą różnicą, że w Europie wiedziano, że to Rothschildowie kontrolują giełdę i tym samym oferują przy­najmniej minimum bezpieczeństwa, podczas gdy w Stanach to rynek sam stwarzał rynek.