Just in time, czyli „wszystko z jednej ręki”

Just in time, czyli „wszystko z jednej ręki"

Właśnie ostatnia ze wspomnianych innowacji zakończyła w końcu potworne skutki produkcji taśmowej, nieprzyjem­ny rozrost fabryk. Również tutaj Henry Ford w swoim za­kładzie River Rouge zapoczątkował przedpotopowy trend. W powstałym w roku 1922 kompleksie Ford praktycznie wszystko wytwarzał sam. Posiadał własne elektrownie, huty, walcownie, własny port i wytwarzał półprodukty, a poza tym oczywiście montował. Dla historyka gospodarki Alfreda D. Chandlera jest to doskonały przykład na „widzialną rękę” zarządu koncernu, która przed stuleciem okazała się lepsza od „niewidzialnej ręki rynku”: jeśli produkuje się złożone dobra w dużej ilości, optymalny przepływ półproduktów jest decydującym czynnikiem. We wciąż mocno rozwijają­cym się społeczeństwie przemysłowym istnieje duże ryzyko, że któryś z dostawców nie dotrze lub dostarczy tak słabą jakość, że wpłynie to na końcowy produkt. Dlatego ekono­micznie bardziej racjonalnie jest, by większą część łańcucha dostaw sprowadzić na teren własnego koncernu.

Wraz ze wzrostem podziału pracy i konkurencji, mniej liczy się jednak argument zabezpieczenia produkcji. Z chwi­lą, gdy pojawili się dostawcy, którzy są w stanie dostarczyć potrzebne produkty just in time, w dziedzinie produkcji własnej zaczyna się dostrzegać głównie mankamenty: orga­nizacja przedsiębiorstwa jest przyciężkawa i zbiurokratyzo­wana, a stopień innowacyjności ograniczony. Przedsiębior­stwo może zwiększyć swoją konkurencyjność, koncentrując się na swoich zasadniczych kompetencjach, zamiast robić wszystko samemu. Idą złe czasy dla dinozaurów.