John Pierpont Morgan: szeryf Wall Street

John Pierpont Morgan: szeryf Wall Street

Gdy John Pierpont Morgan (1837-1913) w styczniu 1895 roku uratował wypłacalność Stanów Zjednoczonych Ameryki, miał już 57 lat i świat dotąd o nim nie słyszał. Pewnie, była pewna brzydka historia z okresu wojny sece­syjnej z roku 1861, gdy wraz z kilkoma kolegami w rządo­wym punkcie w Nowym Jorku odebrał 5000 wysłużonych karabinów po 3,5 dolara za sztukę, wyczyścił na wysoki po­łysk, a następnie sprzedał komandorowi z St. Louis po 22 dolary, ale był to już zamknięty rozdział. A przy zakładaniu General Electric nad głową Edisona w roku 1892 był co prawda obecny, ale główną rolę w tym interesie odegrali jego współcześni – rodzina Vanderbilt. Jednak potem nad­szedł kryzys walutowy z 1895 roku. Zaufanie do finansów państwowych USA z każdym rokiem ostro spadało, coraz większa liczba lokujących zamieniała papierowe dolary na złoto, tak że rezerwy złota banku centralnego zaczęły budzić troskę. Zagranica nie pomogłaby w takiej ^sytuacji – Wall Street sama musiała coś zdziałać, nie chcąc ryzyko­wać bankructwa państwa.

Tak widział to i August Belmont, człowiek Rothschildów z Nowego Jorku: Tylko jeśli amerykańska finansjera, czyli Wall Street, przejmie na siebie pożyczkę państwową, będzie można ocalić zaufanie do dolara i finanse państwa. Poszu­kał więc kogoś, kto mógłby przekonać o tym zarówno rząd USA, jak i Wall Street, a jego wybór padł na Morgana. Bel­mont i Morgan prowadzili wspólnie negocjacje i Morgan zainwestował w końcu w pożyczkę państwową w wysokości 100 milionów dolarów. Po tym stał się królem Wall Street.

Troszczył się tam o porządek niczym szeryf na Dzikim Zachodzie: wobec całej rzeszy uprawiających hazard desperados, wprowadzenie porządnego prawa pięści obiecywa­ło większą skuteczność niż gotowy szkic kodeksu karnego. Nikt nie powinien próbować być większym oszustem niż sam J.P. Morgan, a jeśli już kilku spekulantów chciało za­bawić się kilkoma przedsiębiorstwami, to niechby to były przynajmniej porządne przedsiębiorstwa. Mistrzostwem Morgana w tym sensie było założenie w roku 1901 U.S. Steel z następującym przebiegiem na giełdzie: największy koncern stalowy w kraju, a jednocześnie najwyżej skapita­lizowane i najczęściej obracane akcje na Wall Street; a nade wszystko najwyższa prowizja dla założycieli – przy kapita­le akcyjnym w wysokości 1400 milionów dolarów zgarnęli 150 milionów.

Ale poza tym Morgan również był człowiekiem do wielkich gier. To wspólnie z Vanderbiltami wszczynał naj­zagorzalsze bitwy o akcje kolejowe przeciwko Edwardowi Harrimanowi, z kolei sprzysiężonemu z Rockefellerem, to znów dogadywał się potajemnie z Harrimanem, by wykopsać wszystkich drobnych spekulantów, którzy szli o zakład, że oszwabią obu magnatów. Innym zaś razem próbował na­wet przejąć kontrolę nad wszystkimi magnatami kolejowy­mi, by wykończyć rujnującą konkurencję. W roku 1907 był jednym z głównych odpowiedzialnych za krach na giełdzie i zaistniały w jego następstwie kryzys gospodarczy w USA, ponieważ tylko przy leżącej na łopatkach ekonomii mógł osiągnąć to, by prezydent Teodor Roosevelt pozwolił na przejęcie Tennessee Coał, Iron and Railroad przez U.S. Steel – prawnie było to jednoznacznie zabronione.

Doprowadziło to w roku 1912 do jego przesłuchania przed komisją śledczą kongresu. Morgan udzielił wyczer­pujących informacji o swoim imperium finansowym: dom bankowy J.P. Morgan & Co. posiadał bezpośrednio 39 spó­łek z kapitałem własnym o łącznej wartości 10 miliardów dolarów, a pośrednio ponad 200 dalszych przedsiębiorstw z kapitałem własnym o łącznej wartości ponad 50 miliar­dów dolarów. Pod swoją egidę Wall Street przejęła całą gospodarkę amerykańską, którą to kontrolę utrzymuje do dzisiejszego dnia.