Inżynieria finansowa nadmuchuje majątek

Inżynieria finansowa nadmuchuje majątek

I ta „skrajnie mocna pozycja” wystarczyła, by już w wieku 31 lat zostać miliarderem? A w wieku 38 lat najbogatszym człowiekiem świata? W wartościach bezwzględnych nawet najbogatszym człowiekiem wszech czasów? Nie tylko. Ist­niał jeszcze inny czynnik. Już Cezar był skazany, by ze swo­jego prywatnego majątku w wysokości 3 miliardów sestercji miliard przeznaczyć na warunkowany sukcesem składnik płacy, czyli rodzaj opcji na akcje swoich żołnierzy i dlatego wedle dzisiejszych kryteriów księgowych nie byłby to mają­tek, tylko rezerwa. Microsoft całkowicie legalnie, ale w su­mie w wątpliwy sposób, własnymi akcjami doprowadził do podobnego nadmuchania majątku.

  • Oszczędzanie na podatkach i niewypłacanie dywidend: Młode, dynamicznie rozwijające się przedsiębiorstwa często nie wypłacają dywidend, ponieważ dzisiejsze zy­ski wolą zainwestować w jutrzejszy wzrost. Tak młody Microsoft nie jest już od dawna. Na kontach przedsię­biorstwa znajduje się dwucyfrowa miliardowa suma w gotówce i oficjalnie czeka na korzystną okazję do in­westycji. Faktycznie chodzi o niewypłacone zyski. Gdy­by wypłacić je jako dywidendy, wielki akcjonariusz Gates musiałby od nich odprowadzić podatek. Tak długo, jak pozostają w firmie, utrzymują wysoki kurs akcji, a tym samym i majątek Gatesa. Przez sprzedaż akcji może sobie pozwolić na wypłacenie sobie odpowiedniej sumy – a tyl­ko od zysku z kapitału tych transakcji zostanie pobrany 20-procentowy podatek. W każdym razie ten model mi­nimalizowania podatku i maksymalizowania majątku zo­stał tymczasem-zmodyfikowany: w roku 2003 Microsoft pierwszy raz w historii firmy wypłacił dywidendy. Osiem centów za akcję.
  • Oszczędzanie na pensjach, płacenie w opcjach: Jeśli w przedsiębiorstwie zakłada się, że kurs jego akcji będzie stale rósł, pracownicy chętnie przystają na to, by pra­cować za stosunkowo niską pensję, jeśli w zamian za to wynagradzani będą opcjami na akcje. W Microsofcie od lat się z „tym liczą i od dłuższego czasu rachunek idzie w górę: w latach cudów na giełdzie 1999 i 2000 do 75 procent całkowitej sumy przeznaczonej na płace pracow­ników Microsoftu przypadało na wpływy z programów opcyjnych. W ten sposób Gates mógł sobie zaoszczędzić koszty płac i jednocześnie zwiększyć zyski, wywindować kurs akcji Microsoftu i tak stworzyć nowe bodźce do pła­cenia w opcjach, jak również podwyższyć majątek. • Spekulowanie na hossę, sprzedaż put-opcji: Przez wie­le lat solidna część gotówkowych wpływów Microsoftu pochodziła z nieco dziwnie brzmiącej transakcji: przed­siębiorstwo sprzedawało put-opcje na własne akcje i ka­sowało premię za opcje. Microsoft obiecywał za to, że w ustalonym dniu odsprzeda je za ustaloną cenę. Dla in­westorów wystarczająco logicznie brzmiącym uzasadnie­niem było to, że Microsoft, by przeciwdziałać rozwod­nieniu akcji przez dużą liczbę programów opcyjnych, musiał w dużej liczbie odkupywać własne akcje. Przez sprzedaż put-opcji można było zarobić nawet na odku­pywaniu, mianowicie premię opcyjną.

 

W obecnych czasach przynajmniej splendor Gatesowych miliardów zmniejsza świadomość, że w znacznej części są wynikiem nie tyle sprzedaży oprogramowania, tylko in­żynierii finansowej, czyli spekulacji akcjami Microsoftu. Zależnie od nastroju na giełdzie, stanu koniunktury i kon­dycji przedsiębiorstwa, tego typu triki mogą też znacznie uszczuplić majątek firmy. Ponieważ Bill Gates w ten sposób osobiście przyczynił się do zaistnienia efektu dinozaurów: tak długo, jak wszystko rośnie i kwitnie, architektura finan­sowa Microsoftu jest jak perpetuum mobile – jednak gdy na giełdzie zostanie włączony wsteczny bieg, może się ona okazać mieczem Damoklesa. Ponieważ spadające kursy akcji uczynią opcje pracowników bezwartościowymi, ich rachu­nek przestanie się zgadzać i zażądają większych pensji, tak że akurat teraz, w okresie kryzysu, koszty osobowe wzrosną i tylko zaostrzą w ten sposób kryzys. Gdy spadek kursów akcji utrzyma „się, również i put-opcje okażą się proble­mem: właściwie przedsiębiorstwo nie powinno odkupywać żadnych akcji, ponieważ kurs jest tak niski, że pracownicy nie mogą korzystać z opcji; przez sprzedane spekulantom put-opcje Microsoft musi wydać znaczne sumy na zakup własnych akcji i to po kursach, które znacznie przewyższają aktualne kursy giełdowe. Co z kolei prowadzi do dalszego spadku kursów.

Można co prawda założyć, że Microsoft nawet w najgor­szej sytuacji giełdowej nie da się wykończyć. Na to kursy są po prostu zbyt wysokie, a pozycja rynkowa zbyt silna. Bill Gates dysponuje zatem majątkiem realnym, który jest jednak mniejszy niż podawane przez pismo „Forbes” 46,6 miliarda dolarów. I to nie tylko ze względu na finansowe osobliwości. Obliczanie majątku na podstawie aktualnych kursów giełdowych opiera się bowiem na fikcji, że Bill Ga­tes mógłby wszystkie akcje zbyć po kursach z danego dnia. Co w tym wypadku raczej nie ma miejsca, skoro jak dotąd sprzedaje je w homeopatycznych dawkach: gdyby jednak jutrzejszego ranka spróbował zbyć wszystkie swoje akcje, wywołałby tym tak gigantyczny spadek kursu, że do wie­czora jego majątek skurczyłby się o ok. 90 procent, bo któż chciałby kupić wszystkie akcje Microsoftu w momencie, w którym Bill Gates zbywa wszystkie swoje udziały?