Ile to 37,5 metra sześciennego ztota?

Ile to 37,5 metra sześciennego ztota?

Splądrowanie imperium udało się Pizarro w bardzo pro­sty sposób. Jako okupu za zwolnienie Atahualpy zażądał pokoju pełnego złota: miał mieć pięć metrów długości, trzy metry szerokości i być tak wysoki, jak wysoko umiał sięg­nąć szablą, czyli na jakieś dwa i pół metra. Wszystko to, jak twierdzi Adam Riese, miało wynosić 37,5 metra sześcienne­go złota. Tragarze kolumnami przynosili te kosztowności ze świątyń i pałaców do więzienia swojego pana. Gdy pokój nie zdążył się jeszcze zapełnić, Atahualpa dotrzymał obietni­cy, posyłając po 700 złotych płyt ze świątyni słońca z Cuzco. Pizarro mimo to kazał uśmiercić wszystkich arystokratów.

Ile to 37,5 metra sześciennego złota? Gdyby chodziło o masywną złotą kostkę, ważyłaby niespełna 750 ton. Ale oczywiście aż tak ciasno złoto nie było poupychane, dostar­czono je wszak w formie świątynnych i pałacowych kosz­towności i dzieł sztuki, tak że dużą część pokoju wciąż wy­pełniało powietrze. Poza tym wśród monet znajdowało się dwa razy tyle srebra, co złota. W sumie z obliczeń Pizarra wynika, że w ciągu jednej nocy wszedł w posiadanie 17 ton metalu szlachetnego, którego wartość równa była ponad sześciu tonom złota wartym zgodnie z dzisiejszymi cenami około 60 milionów euro. W każdym razie było to ponad sto razy więcej niż 45 kilogramów złota, które wypłaciła Kolumbowi korona hiszpańska. Jak na pokój wypełniony złotem sumy te wydają się nieco zaniżone, ale kto da głowę, że Pizarro w swoich rozliczeniach dla króla hiszpańskiego podał wszystkie uzyskane kosztowności – w końcu chodziło tu o coś w rodzaju deklaracji podatkowej, jako że jednej piątej wszystkich wykazanych metali szlachetnych korona żądała dla siebie.

Ale nieważne, czy było to 6, 16 czy może 60 ton: cóż tu począć z pokojem pełnym złota? Jeśli Pizarro zamierzał przeżyć swojego przeciwnika Atahualpę o więcej niż kilka dni, mógł tu udzielić tylko jednej odpowiedzi: rozdzielić kosztowności między swoich. W celu sprawiedliwego po­działu Pizarro kazał stopić złoto i każdemu ze swoich ludzi wręczył sztabę o wadze około 40 (kawaleria) lub 20 (pie­chota) kilogramów, a do tego dwa razy tyle srebra. Według dzisiejszych cen rynkowych, byłoby tego mniej niż milion euro, ale tym, którym udało się wrócić z łupem do zachod­niej cywilizacji, pozwalało chyba na zbytkowny styl życia. Ilości złota i srebra, które Pizarro zachował dla siebie, we­dług aktualnej wartości rynkowej byłyby warte 4 miliony euro. Jednak nawet gdyby faktycznie oprócz oficjalnego rozliczenia niczego nie odłożył na boku, był i tak najlepiej zarabiającym spośród tych, którzy w poszukiwaniu szczęś­cia napływali do Ameryki.

Bogactwo zdobyte przez Ferdynanda Corteza u Azte­ków i Franciszka Pizarra u Inków uczyniło z Ameryki kraj nieograniczonej żądzy. Tam, gdzie można było tak łatwo zdobyć tak dużo złota, powinno się dać jeszcze bardziej obłowić. W drogę ruszyły odziały zawadiaków, gotowych wyrywać z ziemi jej skarby. Co rusz natykali się na opowie­ści o mitycznej złotej krainie Eldorado, która powinna znaj­dować się gdzieś w górskiej dżungli. Większą część z tych historii tubylcy musieli wymyślić na poczekaniu dokładnie w chwili, gdy uzbrojeni po zęby biali nawiedzili ich wioskę i zażądali złota. Od zawsze w takich wypadkach wypróbo­waną metodą było skłonienie natrętów do jak najszybszego wymarszu wizją odległych zaledwie o kilka dni drogi ukry­tych skarbów. Dlatego naprawdę zaskakujące by było, jeśli ktoś zamiast śmierci znalazłby w dżungli złotą krainę.