Ikea: reakcyjny dom meblowy

Ikea: reakcyjny dom meblowy

Nauczyliśmy się już w epoce przemysłowej, że przed­siębiorstwo ze szczególnie wysoką produktywnością pracy jest też najbardziej postępowe ekonomicznie. Tu jednak bronimy się przed płynącym z tego wnioskiem, że w przy­padku Aldiego musiałoby chodzić o wyjątkowo postępowe przedsiębiorstwo. I bronimy się całkiem słusznie. Okazuje się to, gdy zamiast produktywności pracy miernikiem sta­nie się podział pracy spółki. Po rozmiarach podziału pracy poznaje się jego stopień rozwoju, zauważył Karol Marks, i tak na to patrząc, dyskonty są prawdziwym skansenem. Jeszcze wyraźniej niż w Aldim widać to w Ikei, „niemoż­liwym sklepie meblowym” ze Szwecji, gdzie błąd tkwi już w samym systemie. Ikea ma produktywność porównywalną do Aldiego, a jej założyciel Ingvar Kamprad (ur. 1926) jak wiadomo również znajduje się w czołówce światowych bo­gaczy. W roku 1943 jako siedemnastolatek otworzył swój pierwszy sklep, ikeowska zasada wielkiego sklepu meblowe­go z samoobsługą rozbłysła w roku 1965, gdy Kamprad ot­worzył w Sztokholmie sklep o powierzchni 45 000 metrów kwadratowych.

Ceny są niskie, produktywność wysoka, a zadowolenie klientów nie mniejsze. Mimo to w Ikei chodzi o niemal re­akcyjny system, ponieważ podział pracy nie polega na tym, że każdy robi to, co najlepiej potrafi, tylko że ten, kto płaci rachunek, również potrafi wszystko zrobić sam: zarówno w cenach, jak i w obliczeniach produktywności pojawiają się tylko faktycznie zaistniałe koszty przedsiębiorstwa. A te rze­czywiście są niskie, ponieważ Ikea większość swojego czasu pracy przesuwa na klientów. Ci dobrowolnie spędzają dużą część swojego wolnego czasu, który przypadł im w udziale dzięki zwiększeniu się produktywności w przemyśle, uzbrojeni w klucze nastawne, skręcając szafki kuchenne (lub sto­jąc w kolejkach u Aldiego).

Gdyby klienci Ikei doliczyli poświęcony na montaż czas do rachunku, dom meblowy rzeczywiście stałby się niemoż­liwy: ponieważ przy tak wysokich cenach przestałby być konkurencyjny. Ale tak (jeszcze) nikt nie kalkuluje. A klienci nie mają jeszcze tak silnej reprezentacji swoich interesów, jaką dla zatrudnionych są związki zawodowe. Zatem przez trudny do przewidzenia czas będziemy musieli żyć z tym, że w handlu detalicznym oraz w wielu innych branżach usłu­gowych podział pracy w gospodarce, a tym samym i koło historii toczy się wstecz, a najwięksi reakcjoniści zarabiają na tym najwięcej pieniędzy.