Hutnik rewolucjonizuje gospodarkę pracy

Hutnik rewolucjonizuje gospodarkę pracy

Dokładnie w tym samym czasie inny, równie dziwacz­ny Amerykanin, opublikował książkę, w której twierdził, że wpadł na prosty pomysł, którego jak dotąd ani w pięćsetletniej historii pracy zarobkowej, ani w dwustuletniej historii kapitalizmu nikt jeszcze nie opisał. Już dzięki swojemu ży­ciorysowi Frederick W. Taylor był jedyny w swoim rodzaju: jest bez wątpienia jedynym w historii Uniwersytetu Harvarda przypadkiem osoby, która zdała egzaminy wstępne, a mimo to zdecydowała się na praktykę w hucie. Mógłby też pozostać jedynym brygadzistą, który zdobył mistrzostwo USA w tenisa (1881). Następnie Taylor awansował na inży­niera i otrzymał kierownicze stanowisko – a w roku 1901, w wieku 45 lat zrezygnował z niego. Nie potrzebował być już regularnym pracownikiem, tak uważał, i poświęcił się na całe dziesięć lat swojej koncepcji „naukowego zarządzania przedsiębiorstwem”.

W oparciu o sformułowania innego wielkiego reforma­tora Karola Marksa, naczelna myśl Taylora brzmiała: przed­siębiorcy w różny sposób interpretowali do tej pory pracę – chodzi teraz o to, by ją zmienić. Przez dokładną obserwację poszczególnych odcinków pracy całość procesu pracy moż­na ulepszyć w taki sposób, by w krótszym czasie i z mniej­szym wysiłkiem osiągnąć ten sam albo nawet lepszy wynik. I jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmi, przed Taylorem rzeczywiście nikt nie wpadł na to, by poprzez obserwację przebiegu pracy podnosić produktywność. Wprowadzano co rusz nowe technologie, by zastąpić nimi pracę ręczną – ale nie po to, by uczynić tę pracę bardziej efektywną.

Przy wytwarzaniu złożonych produktów mechanizacja na­potykała (i wciąż napotyka) na pewne granice. Nie istniały i nie istnieją maszyny do szycia koszul, lecz „tylko” zwykłe maszyny do szycia. Wszystkich tych ekonomicznych teorety­ków zupełnie nie interesowało, jak zorganizować pozostałą pracę. Najwyraźniej musiał się pojawić ktoś, kto kiedyś sam pracował w hucie, żeby wpaść na to, że obroty i zysk można podnieść poprzez obserwowanie robotników przy pracy.

 

I był już na to najwyższy czas. Książka Taylora Principles ofScientific Management spotkała się z dużym oddźwiękiem zarówno wśród kapitalistów, jak i komunistów. Taylor bar­dzo szybko przekształcił się w dobrze opłacanego głosiciela wykładów i prawdopodobnie pierwszego zawodowego do­radcę gospodarczego: consultant to management widniało na jego wizytówce w czasach, kiedy słowo management dopiero się narodziło. Już w rok po opublikowaniu Taylor mógł wyłożyć swoje zasady przed komisją Izby Reprezen­tantów. A okazał się tak przekonujący, że rozpalił nadzieje polityków, iż reguły Taylora mogłyby rodzimemu przemy­słowi stworzyć możliwość wyprzedzenia konkurencji na światowych rynkach, a przedsiębiorców skłonił, by uznali te propozycje za własne.