Haffa i Ehlerding robią o jeden interes za dużo

Haffa i Ehlerding robią o jeden interes za dużo

Ostatnio hiperinflacyjne zjawiska mogliśmy obserwować w bańce spekulacyjnej z przełomu tysiącleci. W okresie boo­mu nowej ekonomii kilku specjalistom udało się wywindo­wać swoje akcje tak wysoko, że mogli za to osiągnąć nieuzasadnienie wysokie wartości przedsiębiorstwa. W Niemczech mistrzem w tej sztuce pomnażania majątku okazał się Tho­mas Haffa, w USA był nim założyciel AOL i człowiek, który przejął Time-Warner, Steve Case, a w Azji Richard Li, syn starego mistrza Li Ka-Shinga, który swoim powietrznym nu­merem Pacific Century Cyberworks postawił pod ścianą sta­ry dobry Hongkong Telecom. Z list najbogatszych ludzi na świecie wszyscy oni szybko jednak zniknęli: w czasie utrzy­mującego się spadku kursu Case i jego zausznicy jeden po drugim zostali wyparci z poddanego fuzjom przedsiębior­stwa AOL Time Warner; Richarda Li pogrzebały długi, po­nieważ zagapił się i nie wyskoczył na czas; a przekleństwem EM.TV Thomasa Haffy okazał się fakt, że w marcu 2000 roku obiecał bossowi Formuły I, Berniemu Ecclestone’owi, miliardową płatność, której nie mógł dokonać za pomocą akcji, lecz w gotówce.

Ten słynny jeden interes za dużo zrobił też w roku 2000 wciąż znajdujący się na plusie hamburski inwestor Karl-Heinz Ehlerding, gdy obciążony wysokimi kredytami za­atakował Commerzbank – a jednocześnie stracił wszyst­ko. W sytuacji, w której praktycznie wszystkie akcje miały strasznie zawyżoną wartość, byłoby sensownie przez puste sprzedaże spekulować na spadek kursów. Jednak Ehlerding szukał dalej akcji o zaniżonej wartości. Lecz w tej sytuacji na giełdzie było to poszukiwanie igły w stogu siana.