Guggenheim: od domokrążcy do właściciela koncernu surowcowego

Guggenheim: od domokrążcy do właściciela koncernu surowcowego

Typowy był początek kariery przybyłego w roku 1848 do USA ze Szwajcarii Meyera Guggenheima. By zarobić w nowej ojczyźnie chociaż kilka centów, próbował swoich sił jako domokrążca. Już wkrótce dokonał dwóch spostrze­żeń: najczęściej sprzedawanym artykułem z jego tornistra był środek do szorowania pieca. A największa część zysku ze sprzedaży bezpośredniej trafiała nie do niego, lecz do producenta środka. Meyer zdecydował się więc nie tylko sprzedawać swoim odbiorcom, ale i sam produkować. Gdy krótko po tym odkrył, jak wytwarza się środek, który nie zostawiał plam z ołowiu na rękach gospodyń domowych, stał się kimś. W roku 1852, cztery lata po przyjeździe do Stanów, sytuacja Meyera Guggenheima była już do tego stopnia ustabilizowana, że mógł poślubić swoją ukochaną Barbarę.

Z pewnością nigdy nie usłyszelibyśmy o rodzinie Guggenheimów, gdyby Meyer pozostał przy produkcji środka do czyszczenia pieców. Ale typową cechą wielu handlow­ców jest umiejętność sprzedania każdego produktu, jeśli tylko przynosi zysk; a gdy handlowcy stają się producenta­mi, pojawia się pokusa, by wytwarzać jakikolwiek produkt tak długo, jak długo przynosi zyski. Dlatego od roku 1852 oprócz wspomnianego wyrobu Meyer włączył do oferty esencję kawową, jego interes wyrósł ponad czysto rodzinną firmę dzięki produkcji i sprzedaży haftów, a w 1881 prze­kroczył próg, za którym znajdowały się wielkie przedsię­biorstwa, wchodząc w branżę wydobywczą. Już pierwsza kopalnia ołowiu, w którą zainwestował, okazała się kopal­nią srebra i utorowała familii drogę do przekształcenia się w najważniejszy koncern surowcowy u progu XX wieku.

Równie typowa jest w tej historii konsekwencja, z jaką Guggenheimowie rozstawali się z dotychczasowymi polami działalności, skoro tylko natknęli się na coś nowego, bo, wbrew powszechnemu przekonaniu, największe zyski wy­pracowują nie producenci imający się wszystkiego, lecz spe­cjaliści. „W całej mojej karierze nigdy nie spotkałem czło­wieka, który udzielałby się w kilku branżach i mimo to stał się naprawdę bogaty; w przypadku fabrykanta jest to całko­wicie wykluczone – wyznał w swoich memuarach Andrew Carnegie. – Ci, którzy do czegoś doszli, to zawsze ci, któ­rzy obrali jedną drogę i konsekwentnie nią kroczyli”. A jeśli w przypadku ich produktu nie chodziło o środek do pole­rowania pieców, tylko o rzeczy takie jak mosty, telegrafy czy barwniki do anilany, to w ten sposób mogły powstawać koncerny oplatające swoją siecią cały świat, ponieważ kolej przewoziła każdy rodzaj towaru do jakiegokolwiek klienta (albo przynajmniej do portu, skąd można było transporto­wać dalej).