„Gdy widzę, że drapie się tylko jednym palcem…”

"Gdy widzę, że drapie się tylko jednym palcem..."

Bertold Brecht w Interesach pana Juliusza Cezara wyraził przypuszczenie, że Cezar właśnie z powodu zadłużenia mu­siał zostać przywódcą świata: tylko pod takim warunkiem „City”, czyli bogaci pożyczkodawcy mogli otrzymać zwrot swoich należności wraz z odsetkami. Jednak najprawdopo­dobniej było raczej odwrotnie: Cezar otrzymywał wysokie kredyty, gdyż finansiści widzieli w nim jakąś wielkość, co­kolwiek by to miało znaczyć. Chodzi tutaj, podobnie jak dzisiaj w przypadku Venture Capital, o biznes, którego isto­tą jest zainwestowanie we właściwych ludzi. I tu nie wystar­czy być wyjątkowo uzdolnionym, takich jest wielu. Nie wy­starczy też posiadanie obiecującej technologii, ta już jutro może okazać się przestarzała albo zostać skopiowana przez General Electric. Chodzi o to, by zidentyfikować ludzi, któ­rzy sprawiają wrażenie, że zawsze będą o krok wyprzedzać rynek, obojętnie w którym kierunku ten będzie się właśnie rozwijał.

Cezar był właśnie kimś takim. Ze swoim pierwszym po­ważnym zadaniem musiał się zmierzyć jako siedemnastola­tek: dostał się w ręce oddziału siepaczy Sulli i wykupił się, wpłacając 13 000 sestercji – tyle, ile wynosiła opłata, którą w przeciwnym razie otrzymaliby za jego zwłoki. Pierwszy wielki przychód w jego życiu zawdzięczał piratom, którzy osiem lat później pojmali go na wyspie Rodos. Piraci zażąda­li okupu w wysokości 20 talentów (czyli bez mała 500 000 sestercji), które zgodnie z rzymskim prawem miały zostać dostarczone z najbliżej położonego nadmorskiego miasta. Cezar naciskał, by zamiast 20 zażądać raczej 50 talentów, tyle miał być bowiem wart. Gdy tylko pieniądze wpłynęły, a on odzyskał wolność, wyczarterował okręt z załogą, napadł na piratów i zainkasował całą sumę okupu – oczywiście nie oddając miastu, które ją pierwotnie wpłaciło, ani grosza.

Jednak gdy w roku 70 p.n.e. wkroczył na rzymską sce­nę polityczną, zaczął szastać pieniędzmi, których wówczas jeszcze nie miał. Dał za to próbkę swych politycznych umie­jętności, zwracając na siebie uwagę establishmentu i kredy­todawców: pod przywództwem Sulli zreorganizował pozor­nie zupełnie przegraną partię ludową i rzucił ją na szalę, gdy majętny już wtedy Pompejusz żądał od senatu pełnomoc­nictwa do toczenia walk przeciwko piratom – otrzymał je dzięki wsparciu Cezara. Na współczesnych, szczególnie na finansistach, musiał wywrzeć wrażenie, że stworzony jest do wyższych rzeczy. Również Cyceron dość wcześnie dobrze o tym wiedział: „Gdy widzę, że jego włosy są zawsze tak kunsztownie ułożone, gdy widzę, że drapie się tylko jednym palcem, wydaje się jakby obalenie rzymskiej konstytucji zu­pełnie nie przychodziło mu na myśl”.

Na każdego, kto nie tylko sprawia wrażenie przeznaczo­nego do wyższych celów, ale również je potwierdza, przypa­da dziesięciu takich, którzy rozczarowują. Na jednego Ceza­ra przypada dziesięciu Katylinów, na jednego Billa Gatesa stu Stephanów Schambachów. Ale nawet Cezar może zawieść, jeśli w odpowiednim czasie nie znajdzie się w odpowiednim miejscu. Miał szczęście, że w chwili jego urodzenia Aleksan­der Wielki nie żył już od 200 lat. Miał szczęście, że uszedł czystkom Sulli i że nie pokonali go piraci. Miał szczęście, że istniała jeszcze niezłupiona Galia. A Pompejusz, który sam chętnie zostałby jednowładcą Rzymu, miał pecha, że istniał Cezar.