Gdy istnieją standardy, więcej można sprzedać

Gdy istnieją standardy, więcej można sprzedać

Gdyby chodziło o prostego złodzieja, już na początku ka­riery Billa Gatesa zmiażdżyłby proces karny lub po prostu straciłby klientów. Historie o jego nieładnych zagraniach pojawiły się w końcu odpowiednio wcześnie i były szero­ko rozpowszechniane. Jesteśmy jednak skłonni, by nieco łagodniej traktować imperium Microsoft. Spełnił zadanie, które nie ma odpowiednika we wczesnej rewolucji przemy­słowej: światową normalizację. Chińska kolej nie musi mieć tej samej szerokości torów, co niemiecka, amerykańska sieć wysokiego napięcia nie musi mieć tego samego napięcia, co europejska, ale japoński komputer powinien funkcjonować podobnie do brazylijskiego. Pecet ujrzał w roku 1977 światło istniejącej już w świecie globalizacji i okazał się ważnym instrumentem do dalszego jej wspierania. W tym celu użyt­kownicy na „całym świecie musieli się rozumieć, musieli po­nad granicami krajów i firm wymieniać między sobą dane i współpracować ze sobą. Bez Microsoftu nie doszłoby do tego.

To znaczy, teoretycznie mogłoby dojść do tego, że świat dogadałby się co do standardów, które pozwolą na po­dobną zdolność do interakcji. Przykład nieopatentowanego (open source) systemu operacyjnego Linux pokazuje wszak, że tysiące programistów na całym świecie zdolne są nieodpłatnie opracować projekt dostosowany do świato­wych standardów. Jednak twórcza energia zainwestowana w Linux w duże mierze wzięła się z powszechnego wśród programistów życzenia, by strącić Billa Gatesa do piekła. Takiego bodźca do bezpłatnej pracy nie byłoby bez Mic­rosoftu.

Przypuszczalnie bez wielkiego „monopolisty” nie mieliby­śmy dziś tak dużo projektów open source, tylko jeden wielki chaos. Producenci z poszczególnych krajów mobilizowaliby swoje lobby, żeby własne standardy uczynić ogólnoświato­wymi. W przypadku telewizorów kolorowych i odtwarza­czy wideo przeżyliśmy już wieloletnie boje między różnymi systemami, w przypadku tak globalnej i interaktywnej bran­ży, jak oprogramowanie PC, byłoby to znacznie trudniejsze i dużo bardziej kosztowne.

Stało się jednak prościej dla nas i bardziej opłacalnie dla Billa Gatesa. By zacytować jego własne słowa: „Jeśli istnieją standardy, można zasadniczo więcej sprzedać. W pewnym względzie prowadzi to w pewnych kategoriach produktów do naturalnego monopolu: jeden producent wytwarza do­bry produkt i poprzez połączenie lojalności użytkowników, dobrej opinii, marketingu i kształtowania cen może wypra­cować sobie w ten sposób skrajnie mocną pozycję”.