Frederick Taylor dla szpitali?

Frederick Taylor dla szpitali?

Ale nie musi to być od razu całkiem nowa branża. Cza­sami wystarczy jedynie coś tak prostego jak zmiana sposobu rozliczania, która najpierw wywołuje poruszenie w całej ga­łęzi gospodarki, zmusza jednak do przełomu i stwarza dzię­ki temu ogromne szanse na wzbogacenie temu, kto najlepiej odnajduje się w nowych warunkach. W Niemczech jesteśmy właśnie świadkami takiego przełomu. Wszystko obraca się w wokół liter DRG. To skrót od Diagnosis Related Groups, czyli inaczej mówiąc, ryczałt od jednostki chorobowej. I do­tyczy branży, która zrodziła co prawda wyjątkowo dużo mi­lionerów, ale i skrajnie mało miliarderów: szpitali.

W dużym uproszczeniu przestawienie się z myślenia w kategoriach stawki rozliczeniowej na system ryczałtowy zmusza do wydajności: operacja wyrostka robaczkowego wciąż przynosi ten sam dochód – i klinika tym lepiej stoi ekonomicznie, im mniej musi wydać na to, by uwolnić pa­cjenta od ślepej kiszki. Właśnie dlatego, że szpitale do tej pory w pierwszym rzędzie kierowały się tym, co wydają (przywilej poza tym typowy w przypadku zleceń na zbroje­nia), zupełnie zanikło myślenie w kategoriach ekonomicz­nej wydajności. Przedsiębiorca z rozmachem Fredericka W.

Taylora musiałby być zatem w stanie szczególnie wydajnie kierować pracą szpitali, by dzięki temu mogły osiągać więk­sze niż konkurencja zyski. Jeśli to nastąpi, opłaci mu się ku­pować dalsze szpitale i również w nich podnosić wydajność. Wraz z rosnącymi rozmiarami koncernu mógłby uzyskiwać coraz lepsze warunki u dostawców, jego zyski jeszcze bar­dziej by się zwiększyły i mógłby kupić jeszcze więcej szpitali – tak, że w końcu jego własnością stałby się gigantyczny koncern kliniczny.

Obecnie w Niemczech istnieje kilka przedsiębiorstw, któ­re są w trakcie tego procesu. Nazywają się Róhn-Klinikum, Asklepios Klinik GmbH i Helios-Kliniken i obiecują sobie nowe szanse na obroty i zysk przez wprowadzenie w Niem­czech od stycznia 2005 ryczałtu od jednostki chorobowej. Czy system ten rzeczywiście zrodzi nowych miliarderów, za­leży w nie mniejszym stopniu od tego, na jakich warunkach konkurować będą między sobą ekspansywni oferenci – im bardziej po przyjacielsku podzielą się rynkiem, tym większe będą ich zyski.