Dr Oetker wynajduje nalewkę na brodawki

Dr Oetker wynajduje nalewkę na brodawki

Właśnie w tym czasie, gdy coca-cola podbijała Amerykę, w aptece w Aschoff na Niedernstrasse w Bielefeld powsta­wały fundamenty jednego z największych dzisiaj majątków niemieckich. I to dzięki produktowi, po którym żaden roz­sądny człowiek nie mógłby się spodziewać, że można dzięki niemu zostać milionerem – małym woreczkom z mieszan­ką 38,3 procent mąki, 32,2 procent dwuwęglanu potasu i 29,5 procent kwasu winnego. Farmaceuta August Oetker (1862-1918) w roku 1888 napisał pracę doktorską z dzie­dziny botaniki, której tytuł brzmiał: Czy pyłek wykazuje charakterystyczne różnice pośród gatunków danych rodzin ? W roku 1891 z finansowym wsparciem teściowej Oetker nabył aptekę w centrum Bielefeldu i natychmiast zabrał się za opracowywanie i sprzedawanie własnych produktów. Już w pierwszym roku zaproponował klientom sześć innowacji: wina medyczne, kakao lecznicze, krem do stóp, nalewkę na brodawki, środek piękności i właśnie proszek do pieczenia.

Środki wspomagające pieczenie istniały od zawsze. W piekarniach stosowano prostą sodę oczyszczoną i oczysz­czony kamień winny, a wynaleziony 30 lat wcześniej przez Justusa Liebiga środek, znany jako samodzielna mąka pie­karnicza Liebiga, sprzedawano również gospodyniom do­mowym. Ale wszystkie te środki miały swoje mankamenty: pozostawiały niepożądany posmak w wypiekach albo po prostu były za drogie. Oetker chciał to zmienić. Przez dal­sze dwa lata pracował nad ulepszeniem receptury, aż w roku 1893 uzyskał sproszkowana mieszankę, która działała bez zarzutu. Potem zbadał, ile proszku trzeba dodać na funt mąki i dokładnie taką ilością napełniał małe torebki i pod nazwą „Dr. Oetkers Backin” sprzedawał po dziesięć fenigów za torebkę. Wówczas było to niemało pieniędzy, a cena zawierała też kilkusetprocentową marżę, ale produkt cieszył się ogromnym popytem. Bo Oetker sprzedawał nie tylko kilka gramów proszku do pieczenia, ale również gwarancję na udane ciasto świąteczne (którego przepis znajdował się na każdej torebce). „Całkowicie ręczę za jakość”, pisał już w swojej pierwszej broszurce reklamowej – i ta gwarancja na udany wypiek kosztowała każdorazowo dziesięć fenigów.

 

Marka okazała się w XX wieku najbardziej stabilną wartością majątku po złocie. Większość marek, które to­warzyszą nam dzisiaj, towarzyszą tak już od stu lat. Coca- Cola, Aspiryna, Dr. Oetker, Odol, Persil, Mercedes, Levi’s, Tempo, Radeberger – silne marki nie do pobicia. W fazie wzrostu zostało na nich odciśnięte piętno twórcy i już po zakończeniu jego, twórcy, egzystencji żyją niejako życiem wiecznym. W przypadku Augusta Oetkera chodziło o bez­kompromisową orientację na jakość i usługi, w przypadku założyciela Adidasa Adolfa Dasslera (1900-1978) o two­rzenie coraz lepszego obuwia dla najlepszych sportowców świata,” a u Coco Chanel (1883-1971) o trudny do podro­bienia styl: prosty, wygodny, lecz zawsze elegancki, jednym słowem o klasykę w modzie.