Domy towarowe dla miast, domy wysyłkowe dla prowincji

Domy towarowe dla miast, domy wysyłkowe dla prowincji

Za to pod koniec XIX wieku było jeszcze wprost prze­ciwnie. Wtedy największe zyski osiągały te koncerny han­dlu detalicznego, które podział pracy stawiały na pierw­szym miejscu: oferenci gotowych produktów zastąpili pracę w domu (całkowite przeciwieństwo zasady Ikei), a domy wysyłkowe cały asortyment wysyłały aż na najgłębszą pro­wincję (całkowite przeciwieństwo zasady Aldiego, którego uniformizacja zaprowadziła aż do centrów miast).

Najbardziej przejrzystą innowacją tamtych czasów były domy handlowe. Świątynie konsumpcji, które oferowały wszystko, czego dusza zapragnie, a co można kupić za pie­niądze. Pierwszym był w roku 1852 Le Bon Marche w Pa­ryżu, w kolejnych latach i dziesięcioleciach przedsiębior­cy ściągali do wszystkich metropolii zachodniego świata. Harrod’s w Londynie, Macy’s w Nowym Jorku, Marshall Field’s w Chicago, a w końcu nadeszła i kolej na Niemcy, w roku 1879 Leonhard Tietz założył przedsiębiorstwo han­dlowe, z którego później miał się narodzić Kaufhof AG, trzy lata później jego brat Oscar (1858-1923) otworzył swój pierwszy sklep w Gerze, a następnie, w roku 1894, w Monachium stworzył swój pierwszy reprezentacyjny dom handlowy. W roku 1900 Oscar Tietz otworzył dom han­dlowy na Leipziger Platz w samym sercu Berlina, praktycz­nie w tym samym momencie, w którym powstał dom braci Wertheim. W roku 1912 do kręgu niemieckich właścicieli domów handlowych dołączył w końcu Rudolph Karstadt (1856-1944). Rolę, którą w centrach spełniały domy han­dlowe, na prowincji odgrywały domy wysyłkowe. Szczegól­nie w Stanach Zjednoczonych, które dopiero zdobywały olbrzymie połacie terenów wewnątrz kraju. Dzięki coraz gęstszej sieci połączeń kolejowych farmerzy nie byli już od­cięci od reszty świata, ale na więcej niż skromny asortyment kramarzy z sąsiedniej miejscowości nie mieli co liczyć. To, jak się sprawy miały jeszcze w XIX wieku, opisuje obrazowo późniejszy znany dyrektor cyrku Phineas T. Barnum, który w czasach swojej młodości pracował w takim właśnie skle­piku: „Dobijałem targu ze starymi babami, które za swoje zakupy płaciły masłem, jajami, woskiem pszczelim, pierzem i szmatami, oraz z mężczyznami płacącymi za nasze towa­ry kapeluszami, trzonkami do siekiery, owsem, kukurydzą, pszenicą, orzechami i innym dobrem”.

W tę ponurą idyllę niczym grom z jasnego nieba trafił w roku 1893 katalog Searsa. Aż 193 strony przygotowali Richard Warren Sears (1863-1914) oraz Alvah Curtis Roe­buck (1864-1948). Były tu zegarki, biżuteria, broń, maszyny do szycia, meble, zastawa stołowa, ciężarówki, siodła, buty, instrumenty muzyczne, odzież, jednym słowem: oferowano wielki, odległy świat. Dwa lata później katalog rozrósł się już do 507 stron – i z 388 000 dolarów w roku 1893 do roku 1900 obroty wzrosły do 11 milionów dolarów. Choć tym, co w znacznym stopniu przyczyniło się do tego wzro­stu, był fakt, że od roku 1896 poczta dostarczała paczki pod owe odległe adresy, nie naliczając dodatkowych kosztów.