Do kata w odświętnym przyodziewku

Do kata w odświętnym przyodziewku

Oskarżony wygłosił przemówienie końcowe, ogłaszając się „niewinnym”. Po prostu jako „dzielny wojak ” zastoso­wał prawo pięści na morzu, dokładnie to, co na lądzie ry­cerstwo „poczytuje sobie za swój honor”. A jako cel swoich walk wyszukiwał tylko to, co „osłabia kramarskiego du­cha”. W wielu miejscach na podstawie takiej linii obrony Klaus Stórtebeker zostałby uniewinniony. Jednak sąd, przed którym bronił się w roku 1402, znajdował się w Hamburgu i był w związku z tym w rękach kramarzy, których Stórte­beker w minionych latach tak znacznie pozbawiał zysków. Tak że od początku nie można było mieć wątpliwości co do wyroku śmierci dla niego i jego 150 Braci Witalijskich.

Jednak dumny pirat nie pozostawił hamburczyków cał­kiem obojętnymi. Zamiast spętać piratów łańcuchami, jak to zwykle czyniono z ciężkimi przestępcami, i zawlec na miejsce egzekucji, spełniono ich ostatnią wolę i mogli udać się na egzekucję w odświętnym stroju. „Czyści i odświęt­nie odziani w jedwabne kaftany, buty i kapelusze”, pira­ci maszerowali na miejsce egzekucji przy wtórze bębnów i piszczałek, a w końcu ścinani byli przez ciężki katowski miecz.

Jeśli wierzyć księgowemu Fuggera, Matthausowi Schwar­zowi, Klaus Stortebeker nie był bez winy: „Zyski grzecznie wykradzione” zauważył sługa finansowy najbogatszego nie­mieckiego kupca u progu nowożytności. Wychodząc z prze­ciwnego założenia, pirat taki jak Klaus Stortebeker czy rabuś w rodzaju Gótza von Berlichingena byli po prostu niegrzecz­nymi kupcami. Przedsiębiorcami, którzy inwestują nie tak jak inni w zakup towarów, lecz w uzbrojenie swoich oddziałów.

Wzdragamy się przed takim postawieniem sprawy. W koń­cu w transakcjach z rabusiami brak jest głównego elementu, wyróżniającego kupców wszystkich czasów: dobrowolności wymiany. Do handlu z definicji dochodzi tylko tam, gdzie obie strony obiecują sobie po nim jakąś korzyść. Różnica między handlowcem i rabusiem jest więc zarysowana do­syć wyraźnie – podobnie jak, powiedzmy, różnica między rabusiem a poborcą podatkowym, który działa na zlecenie państwa, a jego dochody zasilają budżet, który ostatecznie pożytkowany jest dla dobra obywateli państwa.

Jednak rozróżnienie to nie jest takie proste, jakim jawi się nam z dzisiejszej perspektywy i w sprawnym państwie prawa. Ponieważ zarówno z historycznego punktu widze­nia, jak i przy uwzględnieniu aktualnych doświadczeń, gra­nica między uporządkowaną działalnością gospodarczą czy aktywnością państwową a nieuporządkowanym rabunkiem jest często płynna:

W wielu regionach wątpliwe było, jaka występuje tu zwierzchność państwowa, ponieważ albo roszczenia do pewnych terenów wysuwały różne ośrodki władzy, albo żadne, dlatego że mieszkańcy wyłączali się spod władzy centralnej albo władza centralna nie dotarła w te okoli­ce. Czy pasztuński Warlord na południu Afganistanu jest prostym dowódcą rabusiów, czy afgańską wersją tego, co gdzie indziej zwie się federalizmem? Czy Gótz von Berchlingen miał prawo żądać od przejeżdżających przez jego tereny kupców cła? Czy Robin Hood mógł powoły­wać się na to, że działa w imieniu legalnego, lecz niestety pojmanego za granicą Ryszarda Lwie Serce?

  • Dobrowolność, która winna leżeć u podstaw wszelkie­go handlu, jest pojęciem bardzo rozciągliwym. Jeśli na głębokiej indyjskiej prowincji jedyny pożyczkodawca w okolicy ustala tak wysokie odsetki, że rolnikom z cięż­kiej pracy prawie nie zostaje na życie, to czy jest on prze­stępcą, czy bankierem? A jeśli Hanza przeciwko każde­mu, kto chciał ukrócić jej przywileje, ogłaszała bojkot handlowy albo nawet decydowała się na wojnę, to też trudno tu mówić o dobrowolności.
  • Handel, z którego dwie strony czerpią jakąś korzyść, odbywa się często kosztem trzeciej. Jeśli strony będą się przed tym bronić, to czy walczą o sprawiedliwość spo­łeczną, czy występują przeciwko prawu?

Przede wszystkim jednak władcy niejednokrotnie tolero­wali przestępczą działalność swoich poddanych, a bywało, że nawet świadomie ją wspierali wtedy, gdy obiecywali so­bie po tym jakąś korzyść. Na przykład system podatkowy Republiki Rzymskiej, jak widzieliśmy, był systemem przy­najmniej po części łupieżczym. Dzierżawca podatkowy lub namiestnik prowincji, który kasował wszystko do swojej kieszeni, różnił się od ówczesnych rabusiów tylko tym, że w razie potrzeby mógł otrzymać wsparcie rzymskich od­działów. Oskarżyć go z powodu ekscesów można było jedy­nie po upływie jego kadencji – ale zdarzało się to tak często, że w Rzymie powstał w tym celu specjalny sąd.