Cywilizacja wzniesiona na mule

Cywilizacja wzniesiona na mule

Jednak dla reszty ówczesnego świata skargi te i tak mu­siały brzmieć na wysokim poziomie. Połączenie wylewów Nilu i nawadniania pozwalało Egipcjanom na kilkakrotne w ciągu roku zbieranie plonów. Faraon zmuszał co praw­da swoich poddanych do ciężkiej pracy, ale ich nie głodził, a w dodatku wojskowe odziały plądrujące wioski nie po­jawiały się co rusz. Ściślej mówiąc: nigdy nie pojawiały się żadne oddziały. W porównaniu z targaną regularnymi woj­nami Mezopotamią Egipt musiał wydawać się rajem.

4500 lat po wzniesieniu piramid, 2000 lat po upadku Królestwa Egiptu, podjęto jeszcze jedną próbę stworzenia chłopskiego raju, tyle że teraz dołączyć do błogosławieństw mieli też robotnicy. Gdyby Karol Marks i jego następcy nie byli przekonani, że historia zawsze toczy się od postępu do postępu („Zawsze naprzód, nigdy wstecz”, jak ujął to Erich Honecker), na pewno mogliby otwarcie przyznać, że skonstruowali swoją ekonomię na obraz faraońskiej gospo­darki. Eksperyment, jak wiadomo, się nie powiódł, gdyż do jego pomyślnego finału brakowało mu podstawowych założeń: w celu utrzymania rajskiego stanu na ziemi nale­ży spełnić każdy z poniższych trzech warunków: zapewnić zaopatrzenie w żywność, stworzyć naturalną ochronę przed zewnętrznym wrogiem i zabezpieczenie przed niepohamo­waną ekspansją.

Wszystkie te warunki spełniono w Egipcie. Żywność za­pewniał Nil i jego coroczne wylewy. Gwarantował wręcz nadwyżki produkcji, mogące zaspokoić nawet potrzeby wymagających władców i grona kapłanów i urzędników. A dla celów wykraczających poza podstawowe Egipt został obdarzony własnymi surowcami, przede wszystkim złotem, turkusem i miedzią. Szczególnie ta ostatnia, wydobywana na półwyspie Synaj, była wyjątkowo pożądanym towarem handlowym, gdyż wszystkie ludy potrzebowały jej przecież do produkcji brązu.

Ochronę przed zewnętrznym wrogiem stanowiła pusty­nia, rozciągająca się dookoła skupionej wokół Nilu oazy. Ist­niała jedynie, pięta Achillesowa, poprzez Morze Śródziemne via delta Nilu lub Synaj, co skutkowało co kilka lat najazda­mi barbarzyńców, którzy jednak szybko się asymilofrali lub byli przepędzani. Jedno z takich plemion, Hyksosi, których przywódcy już w XVII wieku przed Chrystusem doszli do godności egipskich królów, sprowadzili sobie do kraju ob­cych robotników – Izraelitów. Gdy Egipcjanom udało się wypędzić okupantów, również i dla obcej siły roboczej za­brakło miejsca. Tego, co stało się później z Izraelitami, mo­żemy się dowiedzieć z Biblii. A Egipcjanom po wycofaniu się obcych wiodło się tak jak wcześniej.

Za ochronę przed niepohamowaną ekspansją odpo­wiedzialny był również Nil, zapewniając Egipcjanom dość ograniczone powierzchnie upraw. W początkowych latach Starego Królestwa wody Nilu były tak dalece skanalizowa­ne, że powierzchnia nadająca się do zabudowy sięgała do skalnych ścian otaczających dolinę Nilu. Dalej już się nie dało. Kanały nawadniające umożliwiały dwu- lub trzykrot­ne uzyskiwanie plonów w roku. I w ten sposób już przed 4600 laty osiągnięto granicę dobrobytu.

Podobnie stabilizującą rolę spełniał ówczesny odpowied­nik dzisiejszego podatku od spadku: kult zmarłych, w któ­rym wielką część nagromadzonych za życia bogactw chowa­no wraz z nieboszczykiem do grobu względnie przeznaczano na jego pochówek. W ten oto sposób majątki na przestrzeni pokoleń zatrzymywano na stałe w granicach kraju. A po­przez instytucję hien cmentarnych mienie trafiało skutecz­nie do gospodarczego krwiobiegu, tak jak dzisiaj podatki ściągane przez państwo.