Boss gietdowy finansuje kapitana Francisa Drake’a

Boss gietdowy finansuje kapitana Francisa Drake'a

Symbioza bandytyzmu i polityki finansowej przeżyła swój kolejny szczyt w nowożytnej Anglii. Ponieważ dokładnie to, co Stórtebeker przypłacił głową, czyli piractwo, stało się w XVI wieku jednym z najskuteczniejszych instrumentów angielskiej polityki gospodarczej. Hiszpanie, Portugalczycy i Holendrzy opanowali morza, Anglia musiała uciec się do drapieżnej konkurencji, jeśli chciała je prześcignąć, a* reali­zowała to, wspierając piractwo przez wydawanie listów ka- perskich. Zawierały one pozwolenie na napadanie i kipienie statków wszystkich nacji poza angielską oczywiście. Zapłatą miał być udział korony w zyskach z rabunku. Dzięki w ten sposób zalegalizowanej działalności piraci mogli nawet otrzymać wsparcie finansowe swoich projektów.

Szczególnie dobrze współpraca taka rozwinęła się między sir Thomasem Greshamem i Francisem Drake’em. Gresham był założycielem londyńskiej giełdy i nosił tytuł „królewskie­go kupca”, Drakę (1540-1596) był ambitnym kapitanem, który zwrócił na siebie uwagę, gdy dwoma statkami z 80- -osobową załogą zajął i złupił do cna port Nombre de Dios. To był właśnie odpowiedni człowiek do wyścigu o puchar. Gresham poszukał partnerów i zebrał wystarczającą ilość kapitału, by wyposażyć Drake’a w pierwszorzędne okręty i znakomitą załogę. Poprzez kierownika wielkiej kancelarii królewskiej, również jednego z inwestorów, Francis Drakę otrzymał list kaperski i wyruszył w daleką drogę.

Na wielkich morzach zaczajał się przede wszystkim na hiszpańskie statki i naturalnie na transporty złota i srebra. Gdy w roku 1580, po trzech latach i opłynięciu Ziemi doo­koła, wrócił do Londynu, udziałowcy za każde zainwestowa­ne 100 funtów otrzymywali 4700 funtów, ma się rozumieć już po odciągnięciu udziałów w zysku na rzecz królowej, kapitana i załogi. Na swoją kolejną łupieżczą wyprawę mógł się już Drakę wybrać jako „sir”: królowa Elżbieta I za jego zasługi dla ojczyzny podniosła go do godności rycerza. W zwycięstwie nad hiszpańską armadą uczestniczył już jako admirał, czyli jeden z najwyższych rangą oficerów angiel­skiej floty.

Świat legend większości państw tłumnie zaludniają ta­kie postacie „z pogranicza” przestępcy i bohatera ludowe­go: Robin Hood w Anglii, Schinderhannes w Niemczech, Fra Diavolo we Włoszech, Billy the Kid w Stanach, Zorro w Meksyku, by wspomnieć tylko kilka z nich. Udowodniono jedynie, że odbierali łupy bogatym – bo komuż by innemu? Dalece mniej pewne są oczywiście dowody na to, że dzielili się tymi zdobyczami z biednymi. Ale nawet bez takich filan­tropijnych działań osiągnęli swoimi rabunkami redystrybu­cyjny skutek. Ponieważ rabuś z prawdziwego zdarzenia nie zakopuje swoich skarbów podczas pełni księżyca pod starym dębem, tylko wydaje pieniądze pełnymi garściami, w końcu już jutro może być po wszystkim. Na tej dodatkowej sile nabywczej zyskują miejscowi kupcy i gastronomowie, a jako że bandy zbójeckie zwykle zatrzymują się gdzieś na uboczu, w ubogich wioskach, to łup, nawet jeśli nie oddany bied­nym, zostaje u nich przynajmniej wydany.

Jednak nagromadzić bogactwa rabusie mogą tylko wte­dy, jeśli nie muszą się liczyć z tym, że już następnego dnia zostaną zaprowadzeni na szafot. Tylko wtedy mają wystar­czającą motywację, by nie roztrwonić wszystkiego od razu, tylko zainwestować w struktury i infrastruktury. Ci barono­wie wśród rabusiów muszą zatem posiadać własne państwo albo przynajmniej państwo w państwie, w którym mogliby bez obawy działać.