Bóg jako monopolista

Bóg jako monopolista

Efektem był w istocie niemal „niebiański stan”: ponadtysiącletnia stabilna, leniwa i skoncentrowana na sobie gospo­darka* w której nic się nie dzieje, nic się nie porusza, a czas zdaje się stać w miejscu.

Brak tu jakichkolwiek dynamicznych elementów, jakie mogłaby ze sobą nieść nieskrępowana przedsiębiorczość. U Egipcjan praktycznie cała gospodarka należała do faraona, czyli boga. Podobnie jak inne dziedziny życia, również i ta skierowana była na jeden cel: służbę faraonowi i umożliwie­nie w ten sposób łączności między sferą bóstw i światem lu­dzi. Państwu podlegał handel zagraniczny, górnictwo, duża część produkcji i budownictwo. Również płace kształtowały się w sposób, który znamy z realnego socjalizmu ubiegłego stulecia: całkowite zaopatrzenie w żywność, odzież i narzę­dzia, a do tego rodzaj znormalizowanej płacy dla zaspoko­jenia pozostałych potrzeb. Około 1000 lat p.n.e. egipski ro­botnik otrzymywał półtora worka jęczmienia i cztery worki pszenicy na miesiąc, pisarz lub brygadzista otrzymywali po dwa worki jęczmienia i pięć i pół worka pszenicy.

Istnieli co prawda kupcy, ale nie byli oni przedsiębiorca­mi, tylko urzędnikami państwa lub świątyni. „Bogaci ludzie ciągną korzyści z handlu, nie traktują go jednak jako zawodu – podsumowuje to brytyjski egiptolog Barry Kemp. – Wyob­rażenie, że tego rodzaju aktywność mogłaby prowadzić do wzbogacenia i cieszyć się uznaniem społecznym, była wprost nie do pomyślenia dla wszystkich, których dotyczyła.”