Bez Rothschildów nie ma pożyczki państwowej

Bez Rothschildów nie ma pożyczki państwowej

Cały październik bracia Kalman i Salomon spędzili w Ak­wizgranie. Żaden z uczestników konferencji się nimi nie za­interesował – bo i po co? Jednak potem przyszedł 5 listopada 1818 roku. Tego dnia kursy pożyczki Ouvrard-Baring z roku minionego zaczęły spadać po tym, jak od roku konsekwen­tnie rosły. Spadały nie tylko jeden dzień, ale dwa, trzy, pięć i więcej, co wywołało niepokój na europejskich giełdach, jak również na konferencji akwizgrańskiej. Nikt nie potrafił wy­jaśnić tak nagłego spadku kursów – poza Rothschildami, ma się rozumieć. Bo to właśnie oni tygodniami skupowali udziały w pożyczce z 1817 roku, żeby napędzić kurs, a potem w jed­nej chwili sprzedać wszystkie papiery, tak, by maksymalnie obniżyć kurs. Wyraźne przesłanie tej akcji brzmiało: Ten, kto prowadzi interesy bez Rothschildów, wkrótce nie będzie prowadził żadnych interesów. Zgromadzone w Akwizgranie głowy państw zaraz potem zdecydowały się, by francuska pożyczka szła przez ręce Rothschildów i tak przez dalsze pół wieku pierwsze miejsce wśród europejskich domów banko­wych zajmowali Rothschildowie.

Jeśli rok 1818 oznaczał dla Rothschildów okres burzy i naporu, to zaraz po nim nastąpiła dla nich epoka klasycz­na. W Paryżu, Londynie i Wiedniu awansowali na najważ­niejszy miejscowy dom bankowy i byli wiodącą instytucją w handlu złotem i udzielaniu pożyczek. Dyktowali warun­ki, na jakich królowie i premierzy otrzymywali świeżą go­tówkę, uzależniali udzielenie pożyczki od solidności dalszej polityki budżetowej, zmuszali państwa do konsolidacji. Jed­nym słowem: Rothschildowie odgrywali od roku 1820 rolę dzisiejszego Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

To, że w XIX wieku doszło do stabilizacji państw naro­dowych i do stosunkowo niezakłóconego rozwoju ekono­micznego, jest również zasługą pięciu braci z frankfurckie­go getta. Jako rodzina czynna na arenie międzynarodowej mieli sympatyczną przewagę nad czysto narodowo nasta­wionymi politykami lub przedsiębiorcami: mieli żywotny ekonomiczny interes w tym, by panował pokój. Rozważa­jący wojnę rząd zawsze ma na widoku uzyskanie korzyści kosztem przeciwnika. Jednak ten, kto finansuje obu poten­cjalnych wrogów, musi wyważyć, czy zyski jednego partnera biznesowego nie spowodują strat drugiego. W żadnym wy­padku nie należało do tego dopuścić. „Zainwestowaliśmy

we francuskie papiery 18 milionów – pisał w roku 1830 Ja­mes, szef francuskiej odnogi firmy, do osiadłego w Wiedniu Salomona. – W sytuacji pokoju ich wartość wzrośnie o 75 procent, w wypadku wojny spadnie do 45 procent”.