Awans Zachodu

Awans Zachodu

Pozwólmy sobie na chwilę oddechu. Nie dlatego, że pra­wie już dotarliśmy do połowy książki, ale ponieważ znaj­dujemy się w przełomowym momencie historii gospodarki. Spoglądając wstecz, na przykładzie bogaczy obserwowali­śmy wzloty i upadki różnych systemów ekonomicznych: systemów łupieżczych i wojskowych, republik kupieckich i pirackich, społeczeństw feudalno-komunistycznych oraz kultury keynesizmu. Mogliśmy prześledzić, jak czołowa po­zycja w świecie gospodarczym przechodziła z regionu na re­gion, jednego kręgu kulturowego na drugi: z Egiptu na Bliski Wschód, a potem do Rzymu, przez Bizancjum z powrotem do Orientu, a stamtąd do Chin i Indii. Ale od tej chwili bę­dziemy mieć do czynienia tylko z jednym systemem gospo­darczym – z kapitalizmem. I pozostaniemy w jednym tylko kręgu kulturowym, który zdominował światową gospodar­kę – na Zachodzie. W pierwszej części tej książki zajmuje on więcej miejsca, niżby mu się to ze względów finansowych należało. Zarówno starożytni Grecy, jak i miasta hanzeatyckie są dalekie od szczytów światowych list najbogatszych (swe pojawienie się w książce zawdzięczają tylko temu, że w przeciwnym razie zachodni czytelnik mógłby się poczuć pominięty). Od tego miejsca sprawa ma się zupełnie inaczej. Musiało się zatem wydarzyć coś, co na szczyt światowej go­spodarki wywindowało akurat nas.

Przywykliśmy, by przyczyn tego szukać w okresie rene­sansu, kiedy między rokiem 1450 i 1550 w Europie nastała era nowożytna. Od momentu wynalezienia druku z rucho­mymi czcionkami około roku 1450, poprzez odkrycie Ame­ryki w roku 1492 i początek reformacji w 1517, wytyczamy ciągłą linię rozwoju aż do osiągnięcia faktycznej hegemonii w dziedzinie gospodarki w XIX wieku. Skoro w wieku XVI byliśmy na tyle silni, by zapanować nad Ameryką, a w XIX wieku przejąć panowanie nad światową gospodarką, to pe­wnie musi być tak, że Zachód w stuleciach, które minęły między tymi dwoma momentami, podbił świat z pozycji ekonomicznej, duchowej i militarnej potęgi.

Tak prosto wygląda historia pisana z perspektywy zwy­cięzców. Ale tę argumentację oparto na nadzwyczaj chwiej­nych podstawach, ponieważ u progu nowożytności Europa pod żadnym względem nie była silna. A do tego przez stu­lecie wojen religijnych, od wojny szmalkaldzkiej 1546/1547 aż do pokoju westfalskiego w 1648, była po prostu zruj­nowana. Podobnie jak w przypadku wielu pozornie oczy­wistych prawd, również i w tym prawdziwe jest raczej jej przeciwieństwo: to właśnie względna i bezwzględna słabość stworzyła podwaliny europejskiej drogi do dominacji.