A gdyby Kolumb nie przywiózł ze sobą złota?

A gdyby Kolumb nie przywiózł ze sobą złota?

Złoto, niezniszczalny metal szlachetny, mający na sumie­niu tak wiele istnień ludzkich. Magiczne słowo przyciągające dorosłych ludzi na pustynie lodowe, do piekielnych,dżungli i dołów z błotem. Siła napędowa, która w latach 1848-1849 o co najmniej sto lat przyspieszyła zdobycie amerykańskiego zachodniego wybrzeża, a w XVI wieku umożliwiła podbicie kontynentu amerykańskiego.

No bo kto by się wybierał do Ameryki, jeśli Kolumb nie znalazłby w trakcie swoich podróży złota? Gdyby utrzymał obrany wcześniej kurs nieco na północ, dobiłby do wybrze­ża Florydy – nieprzebytych, odludnych terenów bez śladu złota. Właśnie została odkryta przez Portugalczyków droga morska do Indii, opływająca południowy przylądek Afryki. Wiodła wzdłuż wybrzeża, była więc pewna i łatwa, a po­nadto wiodła prosto do pożądanego celu: Indii. Gdyby Ko­lumb wrócił bez złota, emocje związane z nowymi kolonia­mi szybko by opadły, a zainteresowanie skierowano by na bardziej obiecujące cele.

Przy podbiciu kontynentu Hiszpanie skazani byli na całe rzesze awanturników, którzy nie mieli już czego szukać w oj­czyźnie i liczyli na zysk na obcej ziemi. Tylko w sytuacji, gdy nowa kolonia znajduje się tuż za dotychczasowymi granica­mi, a w dodatku jest słabo zaludniona, można ją wyznaczyć lemieszem – tak jak miało to miejsce z Niemcami i koloni­zacją Europy Wschodniej w okresie późnego średniowiecza, albo podczas kolonizacji większości wysp południowych przez polinezyjskich żeglarzy. We wszystkich pozostałych przypadkach potrzeba miecza i ludzi, którzy umieją się nim posługiwać. Ci zaś potrzebują widoków na bogate łupy. I to na łupy błyszczące się, łatwe to zdobycia i transpor­tu: takie kalkulacje, jak sporządzona przez Kolumba, mogły przyciągać przedsiębiorcze jednostki. Ale nie ryzykowaliby oni życia dla walki z Aztekami. Nikt nie ryzykuje życia dla czegoś takiego jak „zyski z zainwestowanego kapitału”. Ale naprawdę wielu robi to dla złota.

Dwóm z takich zdecydowanych na wszystko awantur­ników rzeczywiście się udało. Udana mieszanka chciwości, bezwzględności, znakomitej techniki walki i szczęścia w roku 1521 przyniosła Ferdynandowi Cortezowi zwycięstwo nad meksykańskimi Aztekami, a w roku 1532 Franciszkowi Pizarro nad peruwiańskimi Inkami – dwiema najwybitniejszy­mi cywilizacjami kontynentu.