1000 dolarów kapitału początkowego od ojca

1000 dolarów kapitału początkowego od ojca

Nie było dla niego nic ważniejszego, niż zawalczyć o podwyżkę. A dla panów Hewitta i Tuttle’a z kolei nic nie było Ważniejsze, niż jej uniknięcie: jego skromne doświad­czenie i młody wiek miały być usprawiedliwieniem dla niż­szej pensji. Ale Rockefeller był niepocieszony. A i wielki bój o to samo uposażenie za tę samą pracę nie był jego sprawą: to, co czynił, nie miało służyć ogółowi w odległej przyszło­ści, lecz jemu samemu, i to w tym momencie. Uczynił więc wszystko, by tak szybko, jak to możliwe, samemu stać się przedsiębiorcą – od tej chwili nikt nie miał go już wykorzy­stywać.

Kapitał wyjściowy otrzymał od ojca: 1000 dolarów na dziesięć procent. Dziewiętnastolatek zyskał na wspólni­ka znajomego, Morrisa B. Clarka, który wniósł w posagu 2000 dolarów i trzydzieści lat życia, rzecz nie do prze­cenienia w trakcie negocjacji z partnerami biznesowymi. Parali się wszystkim, co możliwe, o ile przynosiło zyski. A te rzeczywiście płynęły. Już po trzech latach firma Clark & Rockefeller uzyskała obrót w wysokości 100 000 dola­rów, a zyski dziesięciokrotnie przewyższały to, co Hewitt & Tuttle byli skłonni zaproponować pomocnikowi księ­gowego.

Rockefeller, wyposażony teraz w pewien kapitał własny i wiarygodność kredytową, stanął przed pytaniem, w jakiej branży powinien się specjalizować, by uzyskać największe profity. Spróbujmy sobie wyobrazić decyzję, przed jaką stanąłby modelowy homo oeconomicus. Musiało chodzić o branżę ze skrajnie wysokim potencjałem wzrostu, do któ­rej możliwe było wejście ze stosunkowo nieznacznym kapi­tałem i która nie stała się dotąd polem rozgrywek wielkich przedsiębiorstw. W początkach lat sześćdziesiątych XIX wieku istniała taka branża, spełniająca wszystkie trzy wspo­mniane kryteria: ropa naftowa. Zatem Rockefeller zabrał się do pracy.

 

Wiele historii przedsiębiorstw układa się w ten lub po­dobny sposób. Skromne początki, z których poprzez rozma­ite problemy lub konflikty rozwijają się kwitnące interesy. Ale nikogo nie zawiodło to dotąd tak daleko, jak Rocke­fellera. Niemiecki dziennikarz gospodarczy Richard Lewinsohn stwierdził to, zgrzytając zębami, już za życia Rocke­fellera: „Wynalazcy i odkrywcy, o ile posiedli odpowiedni zmysł gospodarczy i na czas znaleźli stosownego wspólnika, za jednym zamachem pchali do przodu gospodarkę i cy­wilizację, a jednocześnie stawali się bardzo bogaci. Natu­ry biznesowe wykorzystywały dla siebie i świata wynalazki i odkrycia innych i zbijały ogromny majątek. Za to inni za­garniali dla siebie całe gałęzie przemysłu i dzięki rozległym umiejętnościom lub genialnym posunięciom dochodzili na swoich poletkach do niebotycznego bogactwa i władzy. Ale zawojowanie przemysłu bez monopolu na jakiś wynalazek lub odkrycie, bez znacznego kapitału wyjściowego i w trak­cie niemal nieludzko długiego życia zbudowanie od pod­staw najbardziej gigantycznej i najniebezpieczniejszej potęgi światowej, to udało się tylko jednemu: Johnowi Davisonowi Rockefellerowi”.

Można by utrzymywać, że Rockefeller miał szczęście. W końcu właśnie w tym roku, w którym się usamodzielnił, w Pensylwanii odkryto pierwsze złoża ropy, z czego naro­dziła się obejmująca cały świat i zmieniająca jego oblicze branża. Ale takie twierdzenie można by zakwestionować z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze od tamtego czasu co najmniej co dziesięć lat rodzi się nowa branża, która mogłaby zaspokoić ambicje młodego przedsiębior­cy. Gdyby Rockefeller urodził się dziesięć lat wcześniej, byłaby nią kolej, dziesięć lat później zapewne elektrycz­ność, jeszcze później chemia czy samochody mogłyby się stać polami jego aktywności. Drugim powodem jest to, że przemysł naftowy najprawdopodobniej odgrywałby na świecie dalece mniej istotną rolę, gdyby nie zajął się nim John D. Rockefeller. Gdyby to elektryczność stała się jego działką, przypuszczalnie na całym świecie samochody lub to, co istniałoby w ich miejsce, jeździłyby na prąd – gdyby zdecydował się na chemię, prowadzilibyśmy swoje pojazdy na azot.